Zanim zaczniemy mega ważna sprawa!
Jeśli czytasz mojego bloga to proszę, dołącz do tej grupy:
Grupa na Fb <---- klik
"Jasiek właśnie zamykał przezroczyste drzwi od windy. Podbiegłam do nich i przycisnęłam ręce do szyby
-Poczekaj! Nie wiadomo czy oni jeszcze tu są!-krzyknęłam, a wtedy chłopak oderwał się od przycisków i spojrzał na mnie
-Przepraszam, ale muszę ją uratować-szepnął i wcisnął guzik zjeżdżający na sam dół"
W tym momencie podbiegł do mnie Florek, ale widząc zjeżdżającą windę zaklnął.
-Samobójca-prychnął Michał
-Skąd wiesz? Może ich tu już nie ma?-spytałam z nadzieją choć sama w to nie wierzyłam
-Przecież widziałaś ślady. Były świeże. Zostawione niecałe pół godziny temu
Wplotłam palce we włosy. Cholera, cholera, cholera, cholera!
-I co teraz?-szepnęłam bezradna, a wtedy Michał spojrzał na mnie zdziwiony
-Nie wierzę!-jęknął po chwili-A myślałem, że już z tego wyrosłaś...
Tym razem to ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Ty się chyba zakochałaś, co?
Otworzyłam jeszcze szerzej oczy. Ja? Zakochana?
-Och, tak, oczywiście-syknęłam wkurzona-Tak jestem przepełniona miłością, że zaraz zaczne fruwać.
Ale Michał tylko prychnął rozbawiony, a ja znów tęsknie spojrzałam w dół.
-Ooo, nawet o tym nie myśl-powiedział szybko Florek
-To co? Mamy zostawić ich tam na pastwe Igora i reszty?-wysyczałam zaciskając ręce w pięści
-Najpierw jedzienie i broń-mruknął Michał
-Multi, do cholery! Nie ma czasu! Jak sie nie pośpieszymy to zginą tam!-krzyknęłam i nie zważając na jego minę wcisnęłam przycisk, by winda przyjechała do nas spowrotem
-Nawet jak ich uratujemy-syknął podchodząc do mnie-To co potem zrobimy bez niezbędnych rzeczy?
Cholera. O tym nie pomyślałam.
-To co proponujesz?
-Florek jedzenie, ty broń, a ja po nich zjade.
-Co?!-niemal zachłysnęłam się powietrzem
-Mam największe szanse by ich uratować nie zaprzeczaj. Poza tym jeśli ktoś ma zrobić to samemu to tylko ja.
Spojrzałam na niego z lekką obawą. Tak, jest moim przyjacielem, ale w dzisiejszych czasach nie można ufać nikomu. A w szczególności Multiemu.
-Dobra, idź-powiedziałam z obojętnością w głosie, a wtedy ten uśmiechnął się lekko i już miał otworzyć drzwi od windy kiedy go do nich przycisnęłam.
-Ale...-wysyczałam mu w twarz-masz ich oboje przywieść całych i zdrowych.
-No o to będzie trudno zważając na to, że już mogą nie żyć-powiedział rozbawiony
-Ty dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Dobra, dobra, wyluzuj Kacey-mruknął odpychając mnie od siebie-Lepiej zajmij sie swoim zadaniem.
-Ja dam sobie radę, ale obawiam się o ciebie-szepnęłam patrząc jak otwiera drzwi od windy
-Niepotrzebnie.
Po tych słowach wszedł do środka, nacisnął guzik i zjechał na dół.
*Perspektywa Michała*
Miałem już tego serdecznie dość. Owszem, kiedy Kinga poprosiła mnie o pomoc nie mogłem odmówić. W sumie byłem jej winien przysługę. Uratowałem tego debila i wzamian co? Muszę narażać dupe i znowu go wyciągać z tarapatów. Westchnąłem. Tacy to się nigdy nie nauczą. Wyciągnąłem i odbezpieczyłem broń.
-Przynieś ich całych i zdrowych-powiedziałem przedrzeźniając głos Kingi. Egh, po cholere mi to było? Mogłem dać go zleceniodawcy, ale co? Nieee, odezwał się mój honor i musiałem oddać go Kingdze...
Kiedy winda się zatrzymała podniosłem pistolet do góry na wypadek, gdyby ktoś czekał na mnie za drzwiami. Ku mojemu zaskoczeniu nikogo nie było. Powoli wychyliłem się z kabiny. Nie ma żywej duszy. Jedyne co tu było to wisząca na ścianie broń. Ucieszyłem się na ten widok i wziąłem trochę amunicji. W sumie miałem własną broń i to o wiele lepszą od tej. Choć chyba ktoś tak nie uważał, bo nie było wszystkiego. Pewnie sobie wziął ją jakiś żołnierz. Gdy już rozejrzałem i upewniłem się, że wokół nikogo nie ma wyszedłem z windy i pewnym krokiem szedłem przez korytarz. Skręciłem w lewo i zastygłem w miejscu. Koło moich stóp leżał martwy żołnierz. Kilka metrów dalej następny. Za nimi w dość sporej odległości leżało jeszcze dwóch. Czyli w sumie było ich czterech.
-Młody nieźle sobie poradził-mruknąłem klękając przy jednym z nich i widząc dwie dziury po nabojach. Momentalnie wyobraziłem sobie tą scene.
Czterech żołnierzy, dwóch bliżej, dwóch dalej. Janek schowany za ścianą obmyśla strategie. Lecz po chwili wybiega i strzela. Korzystając z efektu zaskoczenia zabija pierwszego mężczyznę. Jednak stojący obok kolega momentalnie się odwraca i biegnie w jego stronę, ale Janek szybko strzela zabijając go. Dwóch pozostałych żołnierzy zaczyna strzelać. Chłopak biegnie do ściany, odbija się od niej i przeskakuje nad nimi tym samym strzelając w nich. Martwi padają na ziemie, a Janek biegnie dalej.
Otworzyłem oczy. Mniej więcej tak to musiało wyglądać. Popatrzyłem jeszcze raz na żołnierzy. Nic ciekawego. W kombinezonach nic nie noszą, broń słaba, więc nawet nie ma co ich przeszukiwać. Wstałem z podłogi i przemknąłem przez kolejny korytarz. Już miałem iść dalej, kiedy usłyszałem głosy. Wychyliłem lekko głowę zza ściany i zobaczyłem kilku żołnierzy. Stali i rozmawiali. Szybko oceniłem sytuację. Oczywiście nie chodzi o tych sześciu mężczyzn - to akurat pestka.Po prostu jeśli niedaleko mają jakiś swoich "kolegów" to lepiej o tym wiedzieć wcześniej. Nagle dostrzegłem za nimi jakiś ruch. Cholera, ile ich tam jest! Co jak co, ale Janek napewno by nie dał sobie z nimi rady. Ale no przecież to jedyna droga...
Rozejrzałem się jeszcze raz. No zwykły korytarz! Białe ściany, podłoga z kafelkami, lampy na górz...Właśnie wtedy zobaczyłem otwór wentylacyjny. Pochyliłem się i zajrzałem do niego. Istny labirynt. Ale Jasiek musiał tu wejść... Wziąłem głęboki wdech i wczołgałem się do środka. Teraz już mogłem kucnąć i iść, bo było trochę więcej miejsca. Szedłem już tak kilka minut i powoli zaczynałem tracić nadzieję, że Jaś tu wszedł. Skręciłem w prawo i w tym momencie przede mną pojawił się pistolet wycelowany w moją twarz. Kto był tak głupi, żeby we mnie celować? No kto jak nie Jasiek?
~*~
Nooo i jest ♥
Znów wybaczcie, że tak długo nie ma, ale ostatnio nie daję rady xd
Ze wszystkim po prostu, a co dopiero z blogami :/
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!