piątek, 22 maja 2015

Rozdzial 6 - "Decyzja Michala"

Zanim zaczniemy mega ważna sprawa!
Jeśli czytasz mojego bloga to proszę, dołącz do tej grupy:
Grupa na Fb <---- klik

"Jasiek właśnie zamykał przezroczyste drzwi od windy. Podbiegłam do nich i przycisnęłam ręce do szyby
-Poczekaj! Nie wiadomo czy oni jeszcze tu są!-krzyknęłam, a wtedy chłopak oderwał się od przycisków i spojrzał na mnie
-Przepraszam, ale muszę ją uratować-szepnął i wcisnął guzik zjeżdżający na sam dół"

   W tym momencie podbiegł do mnie Florek, ale widząc zjeżdżającą windę zaklnął.
-Samobójca-prychnął Michał
-Skąd wiesz? Może ich tu już nie ma?-spytałam z nadzieją choć sama w to nie wierzyłam
-Przecież widziałaś ślady. Były świeże. Zostawione niecałe pół godziny temu
Wplotłam palce we włosy. Cholera, cholera, cholera, cholera!
-I co teraz?-szepnęłam bezradna, a wtedy Michał spojrzał na mnie zdziwiony
-Nie wierzę!-jęknął po chwili-A myślałem, że już z tego wyrosłaś...
Tym razem to ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Ty się chyba zakochałaś, co?
Otworzyłam jeszcze szerzej oczy. Ja? Zakochana?
-Och, tak, oczywiście-syknęłam wkurzona-Tak jestem przepełniona miłością, że zaraz zaczne fruwać.
Ale Michał tylko prychnął rozbawiony, a ja znów tęsknie spojrzałam w dół.
-Ooo, nawet o tym nie myśl-powiedział szybko Florek
-To co? Mamy zostawić ich tam na pastwe Igora i reszty?-wysyczałam zaciskając ręce w pięści
-Najpierw jedzienie i broń-mruknął Michał
-Multi, do cholery! Nie ma czasu! Jak sie nie pośpieszymy to zginą tam!-krzyknęłam i nie zważając na jego minę wcisnęłam przycisk, by winda przyjechała do nas spowrotem
-Nawet jak ich uratujemy-syknął podchodząc do mnie-To co potem zrobimy bez niezbędnych rzeczy?
Cholera. O tym nie pomyślałam.
-To co proponujesz?
-Florek jedzenie, ty broń, a ja po nich zjade.
-Co?!-niemal zachłysnęłam się powietrzem
-Mam największe szanse by ich uratować nie zaprzeczaj. Poza tym jeśli ktoś ma zrobić to samemu to tylko ja.
Spojrzałam na niego z lekką obawą. Tak, jest moim przyjacielem, ale w dzisiejszych czasach nie można ufać nikomu. A w szczególności Multiemu.
-Dobra, idź-powiedziałam z obojętnością w głosie, a wtedy ten uśmiechnął się lekko i już miał otworzyć drzwi od windy kiedy go do nich przycisnęłam.
-Ale...-wysyczałam mu w twarz-masz ich oboje przywieść całych i zdrowych.
-No o to będzie trudno zważając na to, że już mogą nie żyć-powiedział rozbawiony
-Ty dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Dobra, dobra, wyluzuj Kacey-mruknął odpychając mnie od siebie-Lepiej zajmij sie swoim zadaniem.
-Ja dam sobie radę, ale obawiam się o ciebie-szepnęłam patrząc jak otwiera drzwi od windy
-Niepotrzebnie.
Po tych słowach wszedł do środka, nacisnął guzik i zjechał na dół.


*Perspektywa Michała*

Miałem już tego serdecznie dość. Owszem, kiedy Kinga poprosiła mnie o pomoc nie mogłem odmówić. W sumie byłem jej winien przysługę. Uratowałem tego debila i wzamian co? Muszę narażać dupe i znowu go wyciągać z tarapatów. Westchnąłem. Tacy to się nigdy nie nauczą. Wyciągnąłem i odbezpieczyłem broń.
-Przynieś ich całych i zdrowych-powiedziałem przedrzeźniając głos Kingi. Egh, po cholere mi to było? Mogłem dać go zleceniodawcy, ale co? Nieee, odezwał się mój honor i musiałem oddać go Kingdze...

Kiedy winda się zatrzymała podniosłem pistolet do góry na wypadek, gdyby ktoś czekał na mnie za drzwiami. Ku mojemu zaskoczeniu nikogo nie było. Powoli wychyliłem się z kabiny. Nie ma żywej duszy. Jedyne co tu było to wisząca na ścianie broń. Ucieszyłem się na ten widok i wziąłem trochę amunicji. W sumie miałem własną broń i to o wiele lepszą od tej. Choć chyba ktoś tak nie uważał, bo nie było wszystkiego. Pewnie sobie wziął ją jakiś żołnierz. Gdy już rozejrzałem i upewniłem się, że wokół nikogo nie ma wyszedłem z windy i pewnym krokiem szedłem przez korytarz. Skręciłem w lewo i zastygłem w miejscu. Koło moich stóp leżał martwy żołnierz. Kilka metrów dalej następny. Za nimi w dość sporej odległości leżało jeszcze dwóch. Czyli w sumie było ich czterech.
-Młody nieźle sobie poradził-mruknąłem klękając przy jednym z nich i widząc dwie dziury po nabojach. Momentalnie wyobraziłem sobie tą scene.

Czterech żołnierzy, dwóch bliżej, dwóch dalej. Janek schowany za ścianą obmyśla strategie. Lecz po chwili wybiega i strzela. Korzystając z efektu zaskoczenia zabija pierwszego mężczyznę. Jednak stojący obok kolega momentalnie się odwraca i biegnie w jego stronę, ale Janek szybko strzela zabijając go. Dwóch pozostałych żołnierzy zaczyna strzelać. Chłopak biegnie do ściany, odbija się od niej i przeskakuje nad nimi tym samym strzelając w nich. Martwi padają na ziemie, a Janek biegnie dalej.

Otworzyłem oczy. Mniej więcej tak to musiało wyglądać. Popatrzyłem jeszcze raz na żołnierzy. Nic ciekawego. W kombinezonach nic nie noszą, broń słaba, więc nawet nie ma co ich przeszukiwać. Wstałem z podłogi i przemknąłem przez kolejny korytarz. Już miałem iść dalej, kiedy usłyszałem głosy. Wychyliłem lekko głowę zza ściany i zobaczyłem kilku żołnierzy. Stali i rozmawiali. Szybko oceniłem sytuację. Oczywiście nie chodzi o tych sześciu mężczyzn - to akurat pestka.Po prostu jeśli niedaleko mają jakiś swoich "kolegów" to lepiej o tym wiedzieć wcześniej. Nagle dostrzegłem za nimi jakiś ruch. Cholera, ile ich tam jest! Co jak co, ale Janek napewno by nie dał sobie z nimi rady. Ale no przecież to jedyna droga...
Rozejrzałem się jeszcze raz. No zwykły korytarz! Białe ściany, podłoga z kafelkami, lampy na górz...Właśnie wtedy zobaczyłem otwór wentylacyjny. Pochyliłem się i zajrzałem do niego. Istny labirynt. Ale Jasiek musiał tu wejść... Wziąłem głęboki wdech i wczołgałem się do środka. Teraz już mogłem kucnąć i iść, bo było trochę więcej miejsca. Szedłem już tak kilka minut i powoli zaczynałem tracić nadzieję, że Jaś tu wszedł. Skręciłem w prawo i w tym momencie przede mną pojawił się pistolet wycelowany w moją twarz. Kto był tak głupi, żeby we mnie celować? No kto jak nie Jasiek?

~*~
Nooo i jest ♥ 
Znów wybaczcie, że tak długo nie ma, ale ostatnio nie daję rady xd 
Ze wszystkim po prostu, a co dopiero z blogami :/

Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

wtorek, 12 maja 2015

Rozdzial 5 - "Przybycie Kingi"

"-Jak masz na imię?-spytałem
-A po co ci to?
-Po nic. Czysta ciekawość. 
-Michał-mruknął łapiąc kieliszek w dłoń-Ale wszyscy mówią na mnie Multi"

     Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Michał obrócił głowę i spojrzał w stronę przedpokoju. O ile można nazwać tak ogromny hol z wielkimi schodami pośrodku. Po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i ukazała się w nich jakaś dziewczyna. Chyba pokojówka - sądząc po stroju.
-Ktoś do pana...-zaczęła niepewnie
-A czemu ty mnie o tym informujesz, a nie Albert?-spytał oschle, a dziewczyna momentalnie pobladła
-Yy...No...Ja...-jąkała się zmieszana
-Nieważne już. Zaprowadź tego tu do pokoju, a ja pójdę się przywitać z naszym gościem-to mówiąc wstał i wyszedł. Podczas gdy dziewczyna prowadziła mnie przez wielki dom ja zastanawiałem się kto mógł zlecić Michałowi uwolnienie mnie. Po chwili jednak moje rozmyślania przeniosły się na to co powiedział kilka minut temu. "Tego tu" - też coś!
-To tutaj-szepnęła pokojówka otwierając mi drzwi do dużego pomieszczenia-Jakby miał pan jakieś pytania proszę zawołać...
-Dziękuję.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie zaskoczona. Uśmiechnąłem się lekko, a ona speszona przeniosła wzrok na podłogę.
-To ja już pójdę...-szepnęła wychodząc przez drzwi. Mój wzrok momentalnie przeniósł się na łóżko. Niemalże pobiegłem w jego stronę i rzuciłem się na nie. Wygodnie się położyłem i zamknąłem oczy. Musiałem się zdrzemnąć, bo potem czeka mnie dużo wrażeń.

Przyszła. Szczupła, delikatnie umięśniona, długonoga. Ciemna karnacja podkreślała kolorowe tatuaże na ramionach i rękach. Nadawało jej to drapieżny wygląd. Sprana, obcisła koszulka w czarnym kolorze opinała piersi, odsłaniając przy tym płaski brzuch. Wyciągnęła broń z paska na udzie. Wyćwiczone pośladki przykrywały krótkie, ciemne spodenki. Poprawiła ręką puszyste, krucze włosy. Grzywka opadła jej na oczy. Cudowne oczy, które wwiercają się w duszę. Brązowe, głębokie tęczówki okolone długimi rzęsami. Mocny makijaż podkreślał jej urodę. Pełne usta rozciągnęły się w ironicznym uśmiechu.
Czekałem na jej ruch...
-Wstawaj, śpiochu!-usłyszałem kobiecy głos i otworzyłem lekko oczy. Obok mnie siedział obiekt moich snów.
-Kinga...-szepnąłem zdziwiony-Co ty tutaj robisz?
-Potem ci wyjaśnie. Musimy się stąd zmywać-mruknęła patrząc na mnie tymi swoimi pięknymi, brązowymi oczami
-Myślałem, że...-zacząłem niepewnie
-Że cię zostawię, co?
Skinąłem lekko głową.
-Ooo nie! Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz!-powiedziała roześmiana bawiąc się moimi włosami
-Stęskniłem się-wymruczałem i nim zdążyła zareagować lekko musnąłem ustami jej wargi. Jej źrenice momentalnie się rozszerzyły, a ja uśmiechnąłem się. Już miała coś powiedzieć, kiedy do pokoju wszedł jej brat.
-E, gołąbeczki! Musimy już iść!-krzyknął rozbawiony, ale po chwili dostał poduszką w twarz.
-Nadal ci tak wesoło czy chcesz dostać kolejną?-zapytała Kinga trzymając w rękach drugą poduszkę
-Jak dzieci-warknął Michał wchodząc do pokoju
-Ojj, Mulciak! Nie bądź ta...-zaczęła, ale on jej przerwał
-Kurwa, kobieto! Mamy mało czasu, a ty Florka poduszkami okładasz!
Zachichotałem cicho, ale widząc jego poważną minę zamilkłem.
-Śmieszy cię to?-warknął podchodząc do mnie-Zaraz przyjedzie do waszej siedziby całe wojsko. A jeśli się nie wyrobimy to nie zazdrościłbym twojej siostrzyczce.
Pobladłem, ale ten tylko uśmiechnął się i kontynuował.
-Wiesz co by jej zrobili? Najpierw zamęczali pytaniami, torturowali, wycisnęli z niej wszystko co wie...
-Michał, przestań!-krzyknęła Kinga
-A potem gdy już nie byłaby potrzebna oddali by ją strażnikom i każdy z nich mógłby sobie z niej skorzystać. Bawiliby się pewnie kilka nocy, a w końcu kiedy nienadawałaby się już do użytku...
Nie wytrzymałem. Dostał z pięści w twarz. Odsunął się zaskoczony, bo raczej nie spodziewał się takiej reakcji. Złapał się za krwawiący nos i spojrzał na mnie z wściekłością.
-Ty...-zaczął szukając odpowiedniego słowa
-Michał-powiedziała stanowczo Kinga-Idziemy.
Sądziłem, że rzuci się na mnie, ale on tylko obrócił się i wyszedł przez drzwi.
-Mogłeś mu mocniej przywalić-szepnął śmiejący się Florek
-Bardzo śmieszne-wysyczałem wstając z łóżka

Kiedy wyszliśmy z domu w wozie czekał na nas Michał.
-Niezłe cacko-powiedziałem z podziwem przejeżdżając reką po masce
-Dzięki-mruknął Florek
On i Michał siedzieli na przednich siedzeniach, natomiast ja z Kingą usiedliśmy na tylnych. Kiedy ruszyliśmy uśmiechnąłem się lekko do dziewczyny natomiast ona spojrzała na mnie poważnie.


*Perspektywa Kingi*

Nacisnęłam guzik na jednym z foteli i między chłopakami a nami powstała cieńka lecz solinda ścianka.
-Przez nią nic nie słychać-odpowiedziałam patrząc na pytający wzrok Jasia
-Yhym-mruknął przybliżając się do mnie
-Słuchaj-warknęłam odpychając go od siebie-My...do siebie nie pasujemy. Nie powinniśmy być razem.
Chłopak momentalnie spoważniał.
-Żyjemy w dwóch zupełnie innych światach. Mało o sobie wiemy. To nie ma sensu. Napewno niedługo byśmy się sobie znudzili.
Wiedziałam, że prawda była zupełnie inna. Bałam się po prostu.
-Nasz pocałunek był jednorazową akcją. I tyle. Jesteśmy tylko sojusznikami. I nic więcej nie będzie nas łączyć-dodałam szybko. Jaś tylko kiwnął głową i oparł czoło o szybę. Widać było, że posmutniał i chyba był obrażony.
-Jesteś zły?-pisnęłam po chwili
-Nie.
Niby krótkie słowo, a zwierało w sobie tyle uczuć. Jednego byłam pewna. Nie był zły na mnie. Prędzej na siebie, choć nie mam pojęcia czemu. Westchnęłam poprawiając przy tym bluzkę której dekolt zsunął się odrobinkę za granicę przyzwoitości. Po chwili znów nacisnęłam guzik i ścianka opadła.
-Zdążyliście się już wycałować?-spytał złośliwie Michał
-A co? Jesteś zazdrosny?-spytałam z doskonale wyczywalną kpiną w głosie
-O ciebie? W życiu!
Prychnęłam obracając głowę w stronę okna. Jechaliśmy w zawrotnej prędkości byleby tylko zdążyć na czas. Jednak w mojej głowie kotłowały się różne myśli. Cholera. Od dwóch lat nie byłam z żadnym chłopakiem. Nie, bo musiałam skupić się na pracy, którą otrzymałam. Na początku było to dość łatwe, gdyż przez innego drania miałam zranione serce i nawet nie myślałam o związkach. A potem była to już kwestia przyzwyczajenia. Dopiero teraz...Janek...Nie, Kinga. Nie możesz się nim przejmować, bo znowu się staniesz słaba.

W końcu dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z pojazdu i udaliśmy się w stronę drzwi.
-Mamy około godziny-mruknął Michał w moją stronę
-Dobra. Bierzemy co najpotrzebniejsze. Multi ty jedzenie, Florek broń, ja z Jasiem idziemy po jego siostrę-mruknęłam przechodząc przez drzwi. Tak, ile to już razy się brało udział w podobnych akcjach? I ile razy to ja dowodziłam? I ile razy mieliśmy pewny sukces? Odpowiedź jest prosta: setki. Dlatego i teraz tak je...Zamurowało mnie. Kompletnie.
-Kinga, czemu się zatrzyma...-zaczął Florek, ale gdy tylko zobaczył to co ja również zamilkł. Dwaj strażnicy leżeli martwi na ziemi, a za nimi były rozwalone metalowe drzwi. Michał widząc zaistniałą sytuacje podszedł i pochylił się nad nimi.
-Sprawka Igora-rzucił oschle przecierając w palcach proszek z ziemi
-Skąd to wiesz?-spytał nieufnie Jasiek na co Michał spojrzał na niego z niedowierzaniem. Podniósł przy tym jedną brew i zrobił minę jakby mówiącą "serio?". Już miał mu wytłumaczyć, kiedy ja to zrobiłam.
-Niewiele osób ma broń mogącą zniszczyć ten metal-mruknęłam obracając się w stronę Jasia-oraz niewiele osób nosi takie buty. Są charakterystyczne. Wszędzie poznałabym te ślady. Poza tym zważając na to, że on miał się tu pojawić, żeby upewnić się czy przypadkiem nie pomogliśmy ci zwiać to tylko on mógł to zrobić.
-Nieźle, siostrzyczko-powiedział z podziwem Florek, a wtedy Jaś gwałtownie pobladł
-Wiktoria...-szepnął i spojrzał na drzwi od windy, która zjeżdżała do lochów gdzie była jego siostra
-Jasiek-ostrzegłam łapiąc go za rękę i tym samym powstrzymując go przed pójściem tam
-Ale ona...
-Potem tam zejdziemy. Najpierw jedzenie i broń-wtrącił Michał
-Multi ma racje-powiedziałam, a gdy Jasiek pokiwał głową na znak, że rozumie puściłam jego dłoń-Chodźmy. Tylko pamiętajcie o ostrożności.
Przeszliśmy cicho nad metalowymi drzwiami.
-Nikogo tu nie ma-szepnęłam, a po chwili w myślach błyskawicznie ułożyłam plan-Wy broń, a ja z Jaśkiem jedzenie.
Odwróciłam się, ale za moimi plecami nie było bruneta. Przestraszona przeskoczyłam nad metalowymi drzwiami. Spojrzałam w prawo i jak się okazało intuicja mnie nie myliła. Jasiek właśnie zamykał przezroczyste drzwi od windy. Podbiegłam do nich i przycisnęłam ręce do szyby
-Poczekaj! Nie wiadomo czy oni jeszcze tu są!-krzyknęłam, a wtedy chłopak oderwał się od przycisków i spojrzał na mnie
-Przepraszam, ale muszę ją uratować-szepnął i wcisnął guzik zjeżdżający na sam dół

~*~
Z góry przepraszam za tak dużą nieaktywność,
ale miałam za dużo spraw na głowie.
Myślę, że ten rozdział to wynagrodzi,
bo nawet ja jestem z niego dumna, co nie zdaża się często ;)

Oczywiście ja nie mogłam napisać 
takiego rewelacyjnego opisu Kingi(tak, w tym śnie Jasia),
tylko zrobiła to wspaniała Froncala ♥

Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

piątek, 1 maja 2015

Rozdzial 4 - "Uwolnić Jasia"

"Chłopak lekko podniósł głowę skracając dystans naszych ust. Przymknął oczy i musnął lekko moje wargi. Ale nie zdążył pogłębić pocałunku, gdyż ja się szybko odsunęłam.
-Podobno jestem małym, brzydkim koczkodanem-prychnęłam i zeszłam z niego
-I jeszcze grubym, nie zapominaj-powiedział roześmiany wstając z ziemi"

      Choć powiedział to rozbawionym głosem  zrobiło mi się odrobinę przykro. Janek chyba to zauważył, więc szybko posłałam mu sztuczny uśmiech. Nagle uświadomiłam sobie co się stało. Z jękiem wplotłam dłoń we włosy. Cholera! Miałam go przycisnąć, przesłuchać, dowiedzieć się wszystkiego, a potem oddać go szefowi...A ja co?! Całuje się z nim!


*Perspektywa Jaśka*

Wyglądała tak ślicznie. Niby nazywałem ją koczkodanem, ale naprawdę była piękna. Widać, że się nad czymś zastanawiała. I była tym wyraźnie zmartwiona
-O czym myślisz?-spytałem po chwili
-Nie twoja sprawa-warknęła wyjmując tableta
Zbytnio jej nie rozumiałem. Była taka zabawna, miła, a po chwili poważna i wredna. Nie wiedziałem od czego to zależy...
-Powiedz mi lepiej po co ci była ta broń-syknęła podchodząc do mnie
-Wybierałem na oko...
-Słuchaj!-krzyknęła łapiąc mnie za koszulę i przyciągając do siebie-Mamy mało czasu! Mów, a nie się wymigujesz!
-Bo co mi zrobisz? Pocałujesz?
Chyba niepotrzebnie to powiedziałem, bo zezłościła się jeszcze bardziej. Puściła moją koszulę i skierowała się w stronę wyjścia.
-Czyli nic mi nie zrobisz?-prychnąłem
Słysząc te słowa zatrzymała się i obróciła w moją stronę.
-Mój szef chce cie z powrotem. Za godzinę przyjadą jego ludzie, a za dwie już pewnie nie będziesz żył.
Zszokowany otworzyłem szeroko oczy.
-Jak...to?-wyjąkałem
-A tak to! Nie chcesz współpracować, obrażasz mnie i doprowadzasz do furii. Jesteś niczym wrzód na dupie, a dostanę za ciebie dość dużo.
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc tylko milczałem
-Może nawet dorzucę twoją siostrzyczkę i dostanę coś ekstra-dodała złośliwie
Tym razem nie wytrzymałem. Rzuciłem się na nią. Chyba się tego nie spodziewała, więc szybko i łatwo przycisnąłem ją do ściany blokując jej ręce. Próbowała się wyrywać, ale nie ukrywajmy - ja byłem silniejszy.
-Ze mną możesz zrobić co chcesz, ale od mojej siostry wara!-wysyczałem jej w twarz
Spojrzała na mnie wystraszona, a ja pomyślałem, że może lekko przesadziłem.
-Nie zamierzałam jej oddawać-szepnęła, a ja odetchnąłem z ulgą

Nagle rozegło się walenie do drzwi
-Kinga! Jesteś tam?! Żyjesz?!
-Florek-mruknęła niechętnie, po czym dodała już głośniej-Tak! Wszystko w porządku!
Lekko się uśmiechnąłem, gdyż rozbawiły mnie jej słowa. Ona przyciśnięta do ściany przez więźnia, bez możliwości ruchu, a mówi, że wszystko gra.


*Perspektywa Kingi*

Gdy upewniłam brata, że panuję nad sytuacją spojrzałam na Janka. Wyglądał na rozbawionego.
-Skoro za dwie godziny i tak będę już martwy-wymruczał przybliżając swoją twarz do mojej-to to będzie taka forma pożegnania.
Nim zdążyłam coś powiedzieć pocałował mnie. W pierwszej sekundzie chciałam się wyrwać i spoliczkować bezczelnego drania. W kolejnych uświadomiłam sobie, że ten "bezczelny drań" rzeczywiście świetnie całuje. A potem po prostu się poddałam. Nic nie robił na siłę. Poczułam chłodne wargi, rozchyliłam swoje, a on delikatnie przesuwał po nich ustami, cały czas przyciskając mnie mocno do ściany. Jednak poluzował swój uścisk na moje ręce, a wtedy dłonie instynktownie same powędrowały do jego piersi i ten ruch sprawił, że pocałunek pogłębił się, stał się jeszcze bardziej intensywny. A potem, zupełnie nagle mnie puścił.
-Co...co...-wyjąkałam nadal jeszcze ogłuszona po pocałunku. Miałam mętlik w głowie. Z jednej strony to on mnie pocałował, ale z drugiej zgodziłam się na to, choć wiem, że nie powinnam. Jednak nie moja wina, że mnie fascynował... A nawet w pewny sposób pociągał. Popatrzyłam na niego. Siedział na łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach. Nagle zrobiło mi się go tak strasznie żal. Wie, że niedługo będzie już martwy i nic nie może z tym zrobić. W dodatku wyglądał na tak przybitego, że miałam ochote tam podbiec i go przytulić...Cholera! Kinga! Ogarnij się! To więzień, a ty tak o nim myślisz! W sumie myślenie to pryszcz w porównaniu do tego, że jeszcze przed chwilą się z nim całowałaś. Próbowałam zagłuszyć głos rozsądku, bo najzwyczajniej w świecie mnie dobijał.
-Mogę cię o coś prosić?-szepnął Janek patrząc na mnie
-Tak...Oczywiście...-wyjąkałam po chwili
-Zaopiekowałabyś się moją siostrą, gdy mnie już nie będzie?
Tak zaskoczyły mnie jego słowa, że tylko stałam z lekko otwartą buzią wgapiając się w niego.
-No...no...-zaczęłam niewiedząc co powiedzieć. W tym samym momencie drzwi się otworzyły i do celi wszedł Igor.
-Witam ponownie-powiedział szeroko się uśmiechając-Chłopaki, zabierzcie go
Dwójka żołnierzy podeszła do Janka i założyła mu kajdanki, po czym wyprowadziła go z pokoju.
-Pieniądze są już na koncie-mruknął Igor wychodząc przez drzwi
Wszystko stało się tak szybko, że nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, ani zaprotestować...


*Perspektywa Jasia*

Siedziałem w jakiejś ciężarówce, a naprzeciwko mnie było dwóch żołnierzy. Jechaliśmy tak już z...2 godziny? Może więcej?
-Dokąd mnie zabieracie?-spytałem, lecz nie uzyskałem odpowiedzi
Nagle wóz gwałtownie się zatrzymał. Zdziwieni żołnierze spojrzeli w stronę kabiny kierowcy. Wtedy drzwi się otworzyły, i nim zdążyli zareagować już leżeli martwi na ziemi. Chłopak, który ich zabił schował broń i podszedł do mnie.
-Jan Dąbrowski?-spytał chłodno
-Tak...
-Wstawaj-syknął, po czym poszedł w stronę drzwi
Podniosłem się i również wysiadłem z ciężarówki. Chłopak właśnie otwierał drzwi do kabiny kierowcy, a później zaczął przeszukiwać nieprzytomnego mężczyznę.
-Jest-szepnął zadowolny i biorąc do ręki jakąś kartę obrócił się w moją stronę.
-Chodź, młody-mruknął podchodząc do mnie. Złapał moje nadgarstki i przyciągnął je do siebie, a do kajdanek przystawił kartę kierowcy. Usłyszałem dziwny dźwięk i spojrzałem na chłopaka jak na wariata. Jednak po chwili kajdanki obluzowały się i spadły.
-Dobra, za 9 minut przyjadą następni. Musimy się pośpieszyć-stwierdził ciągnąc mnie za sobą

Po długim i wyczerpującym biegu dotarliśmy do jakiegoś auta.
-Wsiadaj-mruknął otwierając tylne drzwi
Zdyszany usiadłem na fotelu. Po chwili ruszyliśmy. Popatrzyłem w lusterko w którym doskonale było widać twarz chłopaka. Zero potu, w ogóle nie był zmęczony. A myślałem, że to ja mam dobrą kondycję.

Dojechaliśmy do jakiegoś dużego domu. Wysiadłem z auta i podszedłem do drzwi, które momentalnie zostały otworzone przez jakiegoś mężczyznę we fraku.
-Ahh, dziękuję, Albercie-powiedział chłopak wchodząc do środka-Poprowadź tego chłopca do salonu.
Usiadłem na sofie i rozejrzałem się wokół. To niemal pałac, a nie dom.
-Dobra, młody...Czego się napijesz?-zapytał wchodząc do pokoju.
-Możesz przestać mnie tak nazywać?-syknąłem
-A nie jesteś młody?
Popatrzyłem na niego. Chytry uśmieszek na jego twarzy zdradzał wszystko.
-Ile masz lat?-spytał po chwili
-19-powiedziałem chłodno
Spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem w oczach.
-Nie wyglądasz...
-Wiem-powiedziałem przerywając mu-Mógłbyś mi powiedzieć czemu mnie uwolniłeś?
-A co to za pytanie?-spytał zaskoczony
-Wątpie, żebyś uratował mnie z własnej woli.
-A co? Nie wyglądam na dobrodusznego?-zapytał rozbawiony obracając się wokół własnej osi jakby chcąc, żebym dokładniej mu się przyjrzał
-Nie-powiedziałem poważnie
-No i masz rację-westchnął z udawanym smutkiem i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie-Jestem zabójcą na zlecenie.
Otworzyłem szeroko oczy.
-I masz mnie...-głos mi się złamał. Czy ja muszę cały czas trafiać z rąk do rąk tych, którzy chcą mnie zabić?
-Tak. Dostałem na ciebie zlecenie, ale nie martw się. Nie zabiję cię, to nie moja działka. Ja mam ciebie tylko do niego dostarczyć.
-Do kogo?
-Nie mogę zdradzić. Tajemnica zawodowa-prychnął śmiejąc się-Ale myślę, że sam już niedługo się dowiesz.
Milczałem. To wszystko działo się tak szybko. Dopiero co okradałem magazyny, a teraz siedzę w domu...właśnie? Kogo?
-Jak masz na imię?-spytałem
-A po co ci to?
-Po nic. Czysta ciekawość.
-Michał-mruknął łapiąc kieliszek w dłoń-Ale wszyscy mówią na mnie Multi.

~*~
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!