piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdzial 3 - "Koczkodan"

"Dlatego też teraz stałam przed hologramem. 
-O co chodzi?
-Podobno zabrałaś Igorowi tego chłopaka
-Tak, i co?-mruknęłam zniecierpliwiona
-Chce go z powrotem"

     Podniosłam do góry jedną brew i  spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Szczerze to nawet bawiła mnie ta sytuacja.
-A po co ci on?
-Ty dobrze wiesz-odpowiedział z powagą w głosie-Jest na niego list gończy. Nagroda jest wysoka.
-A skąd masz pewność, że już go nie oddałam?-spytałam chytrze
-Wtedy list byłby już nieaktualny.
Kurde...
-Czemu ci tak zależy, żeby go oddać? Widziałam nagrode, nie jest zbyt...
-Ale jest wystarczająca-powiedział przerywając mi
-Przyznaj, że nie o to chodzi-warknęłam zniecierpliwiona-Dla ciebie takie pieniądze to nic.
-Dobra. Muszę przyznać, że gnojek mi się naraził. Włamał się do większości moich siedzib czy magazynów. Chce mu po prostu dać nauczkę, żeby pokazać innym, że nie można mnie tak bezkarnie okradać.
Zmrużyłam oczy. Szczerze? Nie wierzyłam mu.
-Słuchaj. Ja cię nie proszę, żebyś mi go odstąpiła. Ja ci każe.
Westchnęłam i skrzyżowałam ręce na piersi. Cholera. Nie myślałam, że do tego dojdzie...
-Zawsze mogę cię zwolnić, a potem wysłać moich chłopców, żeby sami go zabrali.
-Daj dwie godzinki, i będzie twój.
-No, i to jest moja Kacey!
Westchnęłam, patrząc jak chologram powoli się rozmazuje, aż w końcu zniknął.

Rozwścieczona poszłam w kierunku pokoju w którym był Janek. Kiedy doszłam wrzasnęłam na straże pilnujące celi. Momentalnie jeden z nich wcisnął przycisk. Gdy urządzenie mnie przeskanowało i pozwoliło na wejście z hukiem otworzyłam metalowe drzwi. Zaskoczony więzień niemal podskoczył.
-A, to ty-mruknął odwracając ode mnie wzrok
-Tak, ja-wysyczałam podchodząc do niego-Mamy mało czasu...
-Na co? Żeby się nade mną poznęcać?
-Akurat to nie moja działka-powiedziałam mając na myśli szefa
-To po co tu przylazłaś?
-Musimy sobie nieco wyjaśnić
-Już wszystko powiedziałem
-Oo tak, z pewnością-mruknęłam sarkastycznie wyciągając z kieszeni tableta-Gdybyś wygadał wszystko nie byłoby mnie tutaj.
-Mogłaś sobie darować-prychnął przewracając oczami-Wiesz, cały czas się spotykamy, a to nie jest fajne musieć ciągle patrzeć na jakiegoś małego, grubego koczkodana.
Niemal zachłysnęłam się powietrzem. CO ON POWIEDZIAŁ?! Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No co?
-Koczko...dana?-spytałam nierozumiejąc sensu tych słów. Napewno była to jakaś obraza. Słyszałam dużo niezbyt miłych uwag pod moim adresem i to często o wiele bardziej niecenzuralnych, ale to...Nie wiem. Niby nic niepozornego, a...zabolało.
-Tak, koczkodana. Małego, grubego, pyskatego, niecierpliwego...
Miałam ochotę mu przywalić, ale tylko mocno zacisnęłam zęby i uspokajająco zaczęłam odliczać do dziesięciu. Niestety, już przy cyfrze sześć usłyszałam jego głos.
-...bezlitosnego, nieczułego...
-Dość!-wrzasnęłam, ale widząc lekki uśmieszek i iskierki rozbawienia w oczach chłopaka uspokoiłam się.
-No proszę, jak to nasze małe koczkodaniątko się złości.
Gdyby mój wzrok mógł zabijać Janek dawno leżałby już martwy na podłodze. Westchnęłam.

-Spróbujmy jeszcze raz-powiedziałam po chwili już nieco uspokojona. Przeglądając na tablecie dane z jego przesłuchiwania coraz bardziej marszczyłam czoło.
-Coś nie tak?-prychnął
-Przecież to stek bzdur!-krzyknęłam podnosząc wzrok znad urządzenia
-Ale co?
-To twoje "przesłuchanie"-mruknęłam patrząc na niego
-Powiedziałem wszystko co...
-Och, przestań!-krzyknęłam zdenerwowana jego upartością-Możesz nabrać tego idiotę Florka, ale nie mnie
-Idiotę?-spytał roześmiany
-Czemu wybrałeś akurat te magazyny?
-Już to mówiłem
-"Wybrałem pierwszy lepszy"-mruknęłam patrząc na jego odpowiedź na przesłuchaniu-Przecież to jedne z najpilniej strzeżonych magazynów w całej galaktyce!
-Ale był pod ręką...
-Takie kity to sobie wciskaj policji-syknęłam pochylając się nad nim-Niedaleko twojego domu były jeszcze trzy inne, małe, mniej strzeżone magazyny.
Przełknął głośno ślinę, a ja uśmiechnęłam się lekko. Miałam go!
-Wybrałeś ten magazyn nie bez powodu. Mogę się założyć, że chodziło o broń. Po co ci akurat ten model?
-Wybierałem na chybił trafił
-Widziałam nagrania z kamer, nie jestem głupia. Chodziło ci konkretnie o tą broń.
W jego oczach dostrzegłam niepewność, strach.
-Nic. Ci. Nie. Powiem-mruknął akcentując każde słowo. W pierwszej chwili się zdziwiłam, ale w drugiej zrozumiałam co powiedział i zaczęłam się śmiać.
-Nie myślałam, że jesteś aż tak głupi. Wiesz, że jak mi nie powiesz to będę musiała cię zmusić?
-Niby jak?-prychnął uśmiechając się chytrze-Jesteśmy tu sami, ty bez żadnej broni...Nie masz ze mną szans
Po jego słowach zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
-Mój drogi...Ja jestem bezbronna tylko wtedy gdy schnie mi lakier na paznokciach.
Szybko wstał próbując zadać cios, ale ja zręcznie wykonałam unik. Jasiek był lekko zaskoczony, ale się nie poddał. Zamachnął się kolejny raz. Znowu uniknęłam ciosu uśmiechając się dumnie.
-Ty sobie pomachałeś to teraz moja kolej-mruknęłam waląc go z pięści w brzuch, po czym szybko wykonałam unik, gdyż zamachnął się kolejny raz. Walnęłam go nogą w kostkę tym samym przewalając go na ziemie. Usiadłam na nim i zablokowałam jego ręce.
-Nie mam szans, tak?-spytałam z doskonale wyczuwalną kpiną w głosie. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a ja uśmiechnęłam się dumnie. Pewnie myślał, że z łatwością mnie pokona. Niedoczekanie jego. Siedziałam na Janku, pochylona nad nim twarzą w twarz. Przyglądaliśmy się tak sobie, ale po chwili uśmiechnęłam się lekko. Śmiesznie wyglądał. Miał tak potargane włosy jakby przeszło po nich tornado. Nasze twarze dzieliło kilka milimetrów. Janek spojrzał na moje usta, które odruchowo oblizałam.  Chłopak lekko podniósł głowę skracając dystans naszych ust. Przymknął oczy i musnął lekko moje wargi. Ale nie zdążył pogłębić pocałunku, gdyż ja się szybko odsunęłam.
-Podobno jestem małym, brzydkim koczkodanem-prychnęłam schodząc z niego
-I jeszcze grubym, nie zapominaj-powiedział roześmiany powoli wstając z ziemi

~*~
Już tłumaczę swoją nieobecność - dostałam szlaban. 
Przez trzy dni nie mogłam nawet spojrzeć na lapka, a net w telefonie ledwo co mi chodził, więc zupełnie nie mogłam nic dodać :/ 

Przepraszam. 
Wieem, jestem najgorsza xd 
Szczególnie, że zamiast dodać rozdział o 18 dodaję go 21
Ehh...Nie ma to jak wyjście z przyjaciółkami na dwór,
a kiedy chcesz wracać to te cię przetrzymują


Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdzial 2 - "Nierówna walka"

"-Spokojnie-mruknęłam podchodząc do niej-Ja pójdę z Wiktorią do pokoju i pooglądamy jak mój brat z tobą rozmawia. Jeśli będziesz grzecznie odpowiadać na pytania nic jej się nie stanie.
-Ale...
-Obyś był teraz bardziej wylewny niż przy rozmowie ze mną. Inaczej twojej kochanej siostrzyczce może coś się stać"

     Widząc minę Jaśka wiedziałam, że wygada wszystko. No tak. Miłość. Jeden ze słabych punktów wszystkich. Lekko się uśmiechnęłam dumna ze swojego planu. Kazałam strażom zabrać dziewczyne, po czym sama skierowałam się w stronę drzwi. Już miałam przez nie przejść, kiedy usłyszałam głos Jasia.
-Proszę...-zaczął, a ja momentalnie się odwróciłam-Nie zrób jej krzywdy.
Przymrużyłam oczy bacznie go obserwując. Usta miał jeszcze lekko otwarte, po tym co przed chwilą powiedział. Źrenice rozszerzone, a jedyne co w nich ujrzałam to niepewność i strach. Lecz napewno nie bał się o siebie, a o siostrę. Widziałam w jego twarzy tyle smutku i strachu, że zmiękło mi serce. Widać było jak ją kocha. Jednak głos rozsądku powiedział, że muszę być twarda. To tylko kolejny przesłuchiwany, który ma powiedzieć wszystko co wie. Nie moge się nad nim rozczulać.
-Zobaczymy czy wszystko powiesz-mruknęłam wychodząc przez drzwi


*Pesperktywa Wiktorii*

-Cholera-powiedziałam powtarzając dzisiaj to słowo nie wiadomo, który już raz. W sumie co innego mogłam zrobić? Nic nie wiedziałam. Co sie stało, gdzie jestem, kim są ci ludzie, którzy przywieźli mnie z tutaj...Nic. Kompletnie nic. Wiedziałam za to jedno. Jaśkowi nie powiodła się misja. A mówiłam, żeby tam nie szedł. Włamanie sie do magazynu, który jest pilnowany przez ponad 20 tysięcy straży? Istne samobójstwo. Dziw, że on w ogóle jeszcze żyje. Byłam w jakimś pomieszczeniu. Nie przypominał on lochu, czy więzienia. Był schludny i zadbany. Choć widać, że najlepsze lata miał za sobą. Ściany były białe, choć przez brud kolor przypominał bardziej ecri. Naprzeciwko drzwi była jedyna rzecz jaka znajdowała się w tym pomieszczeniu - małe, metalowe łóżko. Siedziałam na nim i gapiłam sie w ściane. Po kilku minutach znudziło mi się. Rozejrzałam się wokoło. Nie było tu nic ciekawego. Tylko ściany, łóżko i ja. Żadnych stolików, figurek, obrazów, okien...Jedynym źródłem światła były lampy na suficie. I powiem szczerze, że bardzo dobrze spełniały swoją role. Pokój był doskonale rozświetlony, wszystko było widać. Westchnęłam. Nie wiedziałam ile już tu jestem. Chyba dość długo. W sumie na początku długo krzyczałam i waliłam w drzwi. A później popłakałam trochę. No i jeszcze zwalanie winy na Janka. Tak, to z pewnością mi trochę czasu zabrało. W każdym razie byłam tu długo. Gardło mnie bolało od krzyków, a oczy miałam napuchnięte od płaczu.

Nagle drzwi otworzyły się i do pokoju weszła dziewczyna. Ta sama, która wcześniej rozmawiała z Jankiem.
-No witam-powiedziała roześmiana stając przede mną. Ja jednak milczałam. Nie miałam zamiaru odpowiadać-Może mi coś powiesz?
-Coś-mruknęłam sarkastycznie
-Zostawcie nas-westchnęła patrząc na dwóch mężczyzn stojących przy drzwiach, a kiedy wyszli znów przeniosła swój wzrok na mnie-I jak ci się podoba twój nowy pokój?
-To bardziej przypomina izolatkę w wariatkowie...
-Wybredna z ciebie osóbka
Przewróciłam oczami.
-Wiesz po co przyszłam?
-Nie mam bladego pojęcia-westchnęłam, lecz ta tylko uśmiechnęła się lekko.
-Może to i lepiej?-mruknęła podchodząc powoli do mnie. Kątem oka zobaczyłam jak zza pleców wyciąga nóż.
-Cco zamierzasz zrobić?-wyjąkałam szybko wstając z łóżka
-Zobaczysz-powiedziała i rzuciła sztylet w moją stronę.

Otworzyłam oczy. Szybko usiadłam na łóżku i rozejrzałam się wokoło. Nikogo tu nie było.
-To tylko sen...-powiedziałam uspokajająco sama do siebie-To tylko sen...
Jednak po mimo tych słów nadal się bałam. Co jak wydarzy się to naprawdę?

Siedziałam na łóżku i gapiłam się w ścianę zastanawiając się ile już tu jestem. Od samego przebudzenia minęło już z pół godziny. Z kolei to ile wołałam o pomoc, płakałam oraz spałam nie wiem ile trwało. Równie dobrze mogła być szósta, albo jedenasta, albo dwudziesta trzecia. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę.


*Perspektywa Florka*

Ledwo co zabiłem kilku przeciwników, a tu już pojawili się następni. Nie dałbym im rady. Musiałem uciec. Szybko oceniłem moją sytuacje. Nim pierwszy zdążył strzelić ja szybko przeskoczyłem nad nimi. Pobiegłem uchylając się przed pociskami. W końcu zobaczyłem ściane za którą mogłem się schronić. Przyśpieszyłem, przez co przeciwnicy musieli zrobić to samo i nie mogli strzelać. W szybkim biegu strzelanie to niezbyt dobra sprawa. Pociski latają jak oszalałe i nie można nad nimi zapanować. W końcu dobiegłem do ściany i schowałem się za nią. Oddychałem szybko, bo bieg krótki nie był, a ostatnio moja kondycja lekko się pogorszyła. Przeklnąłem pod nosem. Mądra z niej osóbka, wybrała dobrą taktyke. I dlatego jej ludzi było prawie dwa razy więcej niż moich. Reszta odpadła z gry.

Lekko wychyliłem głowę zza ściany i od razu obok ucha przeleciał mi nabój. Już miałem wrócić do pozycji wyjściowej, kiedy usłyszałem strzały. Dwójka przeciwników padła martwa na podłogę, a za nimi ukazali się moi żołnierze.
-Ha! Dobra robota!-powiedziałem podchodząc do nich-Gdzie reszta?
-Została tylko nasza trójka-oznajmił jeden z nich
Otworzyłem szeroko oczy. W piętnaście minut rozwaliła trzydziestu moich?!
-A z jej drużyny?
-Niewiele więcej. Koło siedmiu, może ośmiu.
-To chociaż jakieś pocieszenie-mruknąłem, ale wtedy usłyszałem kroki-Tam, szybko!
Schowaliśmy się za przewróconą szafą. Kroki stawały się coraz głośniejsze. W końcu ustały.
-Kurwa, to dwójka naszych-mruknął jeden z przeciwników, którzy tu przyszli
-Ślady są świeże, więc oni muszą gdzieś tu być. Rozproszyć się i znaleść ich!
Zacisnąłem mocno powieki. Cholera, gorzej być nie może. Oby tu nie zajrzeli...
-My idziemy tam, wy posprawdzajcie tu, a ty cofnij się i pilnuj jakby zamierzali tu wejść.
Dwójka sobie poszła i nieprędko wróci. Zostało trzech. Banał. Atak z zaskoczenia. Powiedziałem szeptem żołnierzom mój plan. Gdy kiwnęli głowami na znak, że rozumieją uśmiechnąłem się lekko. Plan był dobry, ale musieliśmy to zrobić szybko i sprawnie. Jedna pomyłka i to my zginiemy.

Wziąłem głęboki wdech i dałem ręką znak. Moi żołnierze szybko wyskoczyli znad szafy i strzelili do dwójki przeciwników. Wtedy ja lekko się wychyliłem i skierowałem pistolet na drzwi. Kiedy pojawił się w nich ten, który miał pilnować wejścia szybko strzeliłem. Nie zdążył nawet wydać jednego dźwięku, a już osunął się na ziemie.
-Ha, dobra robota, panowie!-krzyknąłem uradowany. I nagle moi żołnierze padli martwi się na ziemię. Otworzyłem szeroko oczy. Za nimi stali dwaj przeciwnicy. Cholera, nie myślałem, że wrócą tak szybko. Kiedy tylko ich wzrok przeniósł się na mnie bez zastanowienia strzeliłem. Gdy osuneli się martwi na ziemię uśmiechnąłem się lekko. Całe szczęście, że trafiłem, bo było by już po mnie. Powoli wstałem i podszedłem do nich.
-Ehh, wszyscy atakują znienacka-mruknąłem patrząc na martwych żołnierzy
-Tak, wszyscy-usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem się szybko, ale Kinga już zdążyła strzelić. Przed moimi oczami pojawiła się mgła, a po chwili zapadła ciemność.

Zamrugałem gwałtownie powiekami. Nie lubiłem tego momentu. Podniosłem ręce do góry i ściągnąłem kask. Przede mną pojawiła się Kinga z triumfującym uśmieszkiem na twarzy.
-Znowu wygrałam-oznajmiła radośnie
-Wiem, widziałem-mruknąłem schodząc z urządzenia. Byliśmy w dużym pomieszczeniu. To tutaj rozgrywałem walki z moją "kochaną" siostrzyczką. Ten symulator był naprawdę świetny. Dość drogi, ale cóż...Kinga musiała go kupić, żeby móc mi dopiec.
-To była nierówna walka. Miałaś po prostu lepszych żołnierzy-powiedziałem otwierając jej drzwi
-Pfff, tłumacz to sobie tak-prychnęła-Miałam po prostu lepszą taktyke.
Przewróciłem oczami. Co za zrzęda.
-Przyznaj się, że po prostu dobija cię to, że zawsze małolata z tobą wygrywa.
A ta swoje.
-Może i dobrze walczysz jeden na jeden, ale w walce drużynowej nie miałbyć szans.
-To tylko gra-mruknąłem w końcu już poirytowany jej natarczywością. Westchnęła jakby ze...smutkiem? Szczerze to w tej chwili nie mnie to nie obchodziło. Niech sobie wzdycha. Mnie to nie obchodzi.


*Perspektywa Kingi*

Florek poszedł do swojego pokoju. Tym czasem ja musiałam gdzieś wyładować moją złość.
-Przyda mi się trening-mruknęłam idąc korytarzem

Właśnie pokonywałam ostatniego robota, kiedy do sali wszedł Florek.
-Ooo, chyba pobiłaś swój rekord. Tak szybko czterdziestu rozwalić?
-Zamknij się-warknęłam wyjmując sztylet z wnętrza robota-O co chodzi?
-Twój szefunio chce z tobą rozmawiać.
Przewróciłam oczami.
-Zawsze będziesz tak na niego mówił?
-Oczywiście. Przynajmniej póki cię nie zwolni.
Prychnęłam i poszłam w stronę drzwi. Przeszłam korytarzem prosto do sali, gdzie już czekał na mnie mój szef. Jak zwykle miał na sobie swój duży, brązowy płaszcz, który doskonale zasłaniał jego twarz. Nikomu jej nie pokazywał, ani z nikim nie spotykał się osobiście. Dlatego też teraz stałam przed hologramem.
-O co chodzi?
-Podobno zabrałaś Igorowi tego chłopaka
-Tak, i co?-mruknęłam zniecierpliwiona
-Chce go z powrotem.

~*~
 Pisałam, że rozdziały będą co piątek.
Ale później dużo osób powiedziało, że to za rzadko,
więc stwierdziłam, że będa we wtorki i piątki.

Niestety, nie zdążyłam napisać do wtorku drugiego rozdziału,
więc się nie pojawił.
Z kolei w piątek nie wstawiłam, bo byłam na noc u koleżanki
i nie miałam tej możliwości.


Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!


sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdzial 1 - "Przesłuchanie"

    Biegłem przez labirynt korytarzy uciekając przed strażnikami. Musiałem się włamać akurat tu, bo w innych magazynach nie było tych modeli broni, których potrzebowałem. Dziwiło mnie to, ale cóż. Magazyn to magazyn. Tylko oczywiście ten musiał być najbardziej pilnowany. Co prawda zdążyłem zabrać trochę broni, ale nie tyle na ile liczyłem. Nagle przede mną pojawiło się trzech strażników, a ja szybko cofnąłem się do tyłu. Jednak nie zdążyłem się nawet dobrze rozpędzić, bo trafiłem na kolejnych. Dwójka strażników przycisnęła mnie do ściany. Reszta z nich zabrała mi broń. Próbowałem się wyrwać, ale na nic się to nie zdało. Usłyszałem kroki, a po chwili przede mną pojawił się jakiś mężczyzna.
-Cholera, Igor-mruknąłem pod nosem
-Ooo, więc wiesz kim jestem-powiedział łapiąc mnie za podbródek i ściskając go mocno podniósł moją głowę do góry-I jeszcze masz czelność mnie okradać?
-Ty jesteś tylko marnym sługusem
-Co...?-spytał zaskoczony
-A może zajmiesz się w końcu mną?-usłyszałem kobiecy głos, a Igor obrócił się.
-Ahh...Kacey! Bardzo miło cię widzieć-powiedział do stojącej za nim kobiety.
-Mi trochę mniej-mruknęła, kiedy ten pochylił się i pocałował jej dłoń
-Czym zawdzięczamy sobie tę wizytę?
-Mam sprawę do twojego szefa.
-Nie ma go. Wróci za kilka dni-powiedział, a wtedy dziewczyna wyjęła zza pasa sztylet
-Yhym...A gdzie jest?
-To nie twoja sprawa. Przyjdź kiedy indziej. A teraz, wybacz, muszę zająć się tym smarkaczem.
-Czym sobie zawinił?-spytała patrząc w moją stronę
-Nie słyszałaś co do mnie powiedział?
-I to tylko to?-prychnęła
-Próbował ukraść broń.
-Załatwiając przy tym sześciu naszych-dodał jeden ze strażników, który mnie trzymał
-Uuu...Nieźle, młody-powiedziała dziewczyna uśmiechając się do mnie-Sam, bez broni na sześciu uzbrojonych strażników?
-Wykańczał ich pojedyńczo-wtrącił Igor
-Ty sam nawet na jednego byś sobie nie poradził-mruknęła roześmiana
-Bardzo śmieszne....
-Szef o nim wie?-spytała obracając sztylet w dłoni
-Jeszcze nie.
-A co zamierzacie z nim zrobić?
-To co zwykle-powiedział patrząc na mnie z chytrym uśmieszkiem
-Oddajcie mi go-mruknęła po chwili, a wtedy on spojrzał na nią z szeroko otwartymi oczami-Igor, masz u mnie dług. A teraz jest idealna okazja, żeby go spłacić.
-Po co ci ten gnojek?
-Już ja wiem po co-mruknęła rzucając ostrzem w moją stronę tak, że sztylet wbił się w ścianę tuż nad moją głową
-I to rozumiem. Choć mogłaś trochę niżej.
-To co? Jest mój?
Igor chwilę milczał, jakby się zastanawiając.
-Robię to tylko dla ciebie, Kacey. Chłopaki, zabierzcie go do jej pojazdu.
-Mądry wybór-mruknęła uśmiechając się lekko
To było ostatnie co zobaczyłem zanim nadszedł silny cios w tył głowy.


*Perspektywa Kingi*

Siedziałam na fotelu wpatrując się w leżącego chłopaka. Miał krótkie, lekko potargane włosy w kolorze gorzkiej czekolady, które idealnie do niego pasowały. I choć nie był w moim typie to jego dwa pieprzyki koło nosa w lewej części twarzy sprawiały, że stawał się uroczy. Leżał na łóżku w samych spodniach, bez koszulki, więc mogłam oglądać jego umięśniony tors.
-Wiem, że nie śpisz-mruknęłam po chwili, a wtedy on otworzył oczy. Były piękne - koloru brązowego, lecz tak bardzo ciemne, że prawie czarne.
-Czemu tu jestem?-spytał siadając na skraju łóżka
-Ja tu zadaję pytania-powiedziałam wstając z fotela i kierując się w jego stronę. Chłopak szybko podniósł się z łóżka i odszedł jak najdalej ode mnie.
-No i czego się boisz?-zapytałam z kpiną w głosie, ale odpowiedziała mi cisza-Nie związałam cię, nie zamknęłam w lochu, nie zmusiłam do ciężkich prac...
-I to powoduje, że jeszcze bardziej ci nie ufam-przerwał mi
Uśmiechnęłam się pod nosem. Mądry chłopak.
-Ciekawisz mnie-mruknęłam siadając na łóżku
-To źle czy dobrze?-spytał poważnie
-Zależy co z tym zrobisz-powiedziałam uśmiechając się, ale po chwili spoważniałam-Po co włamałeś się do magazynu broni?
-To chyba oczywiste. Żeby zdobyć broń-mruknął przewracając oczami
-Ale po cholere czternastolatkowi broń?-spytałam marszcząc brwi na co chłopak uśmiechnął się
-Mam 19 lat
Otworzyłam szeroko oczy. Ile?!
-No oczywiście, a ja mam 25-mruknęłam śmiejąc się
Nagle do pokoju wszedł mój brat.
-Mam akta-powiedział tylko a ja momentalnie spoważniałam. Wstałam z łóżka i poszłam w jego kierunku. Odebrałam mu teczkę i zaczęłam ją przeglądać.
-Zawołać straże?-spytał, a ja tylko kiwnęłam głową. Po chwili dwójka mężczyzn znalazła się przy chłopaku. Jeden z nich założył mu kajdanki, po czym pchnął go w kierunku wyjścia.
-Ale go przesłuchujesz-powiedział roześmiany Florek patrząc się na mnie
-Spadaj-mruknęłam zamykając teczkę i nią go uderzając. Boże, czym sobie zawiniłam mając takiego brata?
-Au!-krzyknął łapiąc się za ramię-To bolało
-Bo miało-powiedziałam uśmiechając się sztucznie, a po chwili wyszłam przez drzwi.

Wzięłam głęboki wdech i weszłam do pokoju. Nie było tu zbyt dużo rzeczy. Na środku stał stół i dwa krzesła. Niedaleko nich był mały telewizor. Zwykle oglądaliśmy na nich nagrania z kamer. To bardzo przydaje się przy przesłuchaniach. Usiadłam na krześle, a naprzeciwko mnie siedział brunet z kajdankami na rękach.
-Wybacz, stanardowa procedura dla tych, którzy myślą, że mogą mnie oszukać-mruknęłam i otworzyłam teczkę
-Tyle, że ja mówiłem prawdę-powiedział przewracając oczami
-Jan Dąbrowski?-spytałam podnosząc wzrok znad kartek
-Tak...
-Urodzony w 1996 roku-mruknęłam zdziwiona patrząc na akta
-I ja kłamię, tak?-zapytał z kpiną w głosie
-Skoro jesteś taki szczery...to mi odpowiedz. Po co ci była ta broń?
Przez dłuższy czas milczał wgapiając się w podłogę. Westchnęłam.
-Dobra, następne pytanie. Czemu akurat ten model?-spytałam pokazując mu nagrania z kamer-Widać, że szukasz akurat tej broni. Miałeś jasno określony cel. Wiedziałeś, której szukać. Więc cze...
-A ciebie co to tak strasznie obchodzi!-krzyknął przerywając mi
-Po pierwsze-syknęłam podchodząc do niego-Nie jesteśmy na ty. Po drugie, jesteś na przesłuchaniu. I ja decyduję co się z tobą stanie.
-Ale czemu cię tak strasznie się tym przejmujesz? Po cholere ci te wiadomości?
-Bo akurat te modele są moje. I ja za nie odpowiadam.
-Pracujesz dla Igora?-prychnął
-Nie dla niego, a dla jego szefa-mruknęłam poprawiając opadający kosmyk moich włosów. Chłopak tylko przewrócił oczami co mnie zirytowało. Przecież uratowałam mu dupsko, więc mógłby okazać trochę wdzięczności
-Wiesz, mógłbyś mieć odrobinę więcej szacunku dla mnie-warknęłam, a wtedy on popatrzył na mnie zdziwiony-W końcu gdyby nie ja już byś teraz leżał martwy w jakimś schowku...
Janek tylko prychnął co wywołało u mnie jeszcze większą wściekłość. Cholera, mogłam go zostawić na pastwę Igora. Westchnęłam. Czemu tego nie zrobiłam? Spojrzałam ponownie na teczke.
-Jesteś poszukiwany-mruknęłam przeglądając akta-Ale nie ma napisane za co...o, jest nawet nagroda. I to całkiem niezła. Może im cię oddam?
-Nie zrobisz tego-stwierdził roześmiany
-A niby czemu?
-Bo cie "ciekawie"-powiedział mając na ustach ten swój chytry uśmieszek
Zamknęłam oczy i zacisnęłam mocno zęby.
-Dobra, chciałam po dobroci-wysyczałam-Ale jak widać z tobą tak się nie da. Florek, wprowadź ją.
Mój brat wszedł do pokoju razem z dwójką strażników i dziewczyną.
-Wiktoria....-wyszeptał Janek patrząc na nią, a wtedy ona spojrzała na niego wystraszona-Zostawcie ją! Nic nie zrobiła!
-Spokojnie-mruknęłam podchodząc do niej-Ja pójdę z Wiktorią do pokoju i pooglądamy jak mój brat z tobą rozmawia. Jeśli będziesz grzecznie odpowiadać na pytania nic jej się nie stanie.
-Ale...
-Obyś był teraz bardziej wylewny niż przy rozmowie ze mną. Inaczej twojej kochanej siostrzyczce może coś się stać.

~*~
No i mamy pierwszy rozdział.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!