poniedziałek, 22 czerwca 2015

Powracam! ♥

Minął równiutko miesiąc od ostatniego rozdziału.Wiecie co to oznacza?

W tym momencie pisałabym, że zamykam bloga. Tak, dokładnie w tym momencie dowiedzielibyście się, że kończę z pisaniem Five Valiant. Spytacie się czemu...? Nie wyrabiam się z rozdziałami. Jak zresztą widzicie. 
Jednak wy od razu zareagowaliście i kazaliście mi pisać dalej.
Więc będę. Tylko rozdział będą się pojawiać raz na jakiś czas - czyli nie będą mieć określonych dni dodawania. Raz mogę dodać 2 rozdziały w tygodniu, raz jeden, a raz może nawet 3 uhuhuhu szaleje *-* 
Dlatego też musicie systematycznie wchodzić na bloga i sprawdzać ^^
Dodatkowo powstał ask od pytań dotyczących tego bloga: 
Ask <---- *klik*

Przypominam również o grupie moich czytelników na fb, bo brakuje nam tylko kilku osób do pełnej setki, więc wbijajcie:
Grupa <---- *klik* 
Nowy rozdział pojawi się w najbliższych dniach, więc wchodźcie na bloga i sprawdzajcie :)

piątek, 22 maja 2015

Rozdzial 6 - "Decyzja Michala"

Zanim zaczniemy mega ważna sprawa!
Jeśli czytasz mojego bloga to proszę, dołącz do tej grupy:
Grupa na Fb <---- klik

"Jasiek właśnie zamykał przezroczyste drzwi od windy. Podbiegłam do nich i przycisnęłam ręce do szyby
-Poczekaj! Nie wiadomo czy oni jeszcze tu są!-krzyknęłam, a wtedy chłopak oderwał się od przycisków i spojrzał na mnie
-Przepraszam, ale muszę ją uratować-szepnął i wcisnął guzik zjeżdżający na sam dół"

   W tym momencie podbiegł do mnie Florek, ale widząc zjeżdżającą windę zaklnął.
-Samobójca-prychnął Michał
-Skąd wiesz? Może ich tu już nie ma?-spytałam z nadzieją choć sama w to nie wierzyłam
-Przecież widziałaś ślady. Były świeże. Zostawione niecałe pół godziny temu
Wplotłam palce we włosy. Cholera, cholera, cholera, cholera!
-I co teraz?-szepnęłam bezradna, a wtedy Michał spojrzał na mnie zdziwiony
-Nie wierzę!-jęknął po chwili-A myślałem, że już z tego wyrosłaś...
Tym razem to ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Ty się chyba zakochałaś, co?
Otworzyłam jeszcze szerzej oczy. Ja? Zakochana?
-Och, tak, oczywiście-syknęłam wkurzona-Tak jestem przepełniona miłością, że zaraz zaczne fruwać.
Ale Michał tylko prychnął rozbawiony, a ja znów tęsknie spojrzałam w dół.
-Ooo, nawet o tym nie myśl-powiedział szybko Florek
-To co? Mamy zostawić ich tam na pastwe Igora i reszty?-wysyczałam zaciskając ręce w pięści
-Najpierw jedzienie i broń-mruknął Michał
-Multi, do cholery! Nie ma czasu! Jak sie nie pośpieszymy to zginą tam!-krzyknęłam i nie zważając na jego minę wcisnęłam przycisk, by winda przyjechała do nas spowrotem
-Nawet jak ich uratujemy-syknął podchodząc do mnie-To co potem zrobimy bez niezbędnych rzeczy?
Cholera. O tym nie pomyślałam.
-To co proponujesz?
-Florek jedzenie, ty broń, a ja po nich zjade.
-Co?!-niemal zachłysnęłam się powietrzem
-Mam największe szanse by ich uratować nie zaprzeczaj. Poza tym jeśli ktoś ma zrobić to samemu to tylko ja.
Spojrzałam na niego z lekką obawą. Tak, jest moim przyjacielem, ale w dzisiejszych czasach nie można ufać nikomu. A w szczególności Multiemu.
-Dobra, idź-powiedziałam z obojętnością w głosie, a wtedy ten uśmiechnął się lekko i już miał otworzyć drzwi od windy kiedy go do nich przycisnęłam.
-Ale...-wysyczałam mu w twarz-masz ich oboje przywieść całych i zdrowych.
-No o to będzie trudno zważając na to, że już mogą nie żyć-powiedział rozbawiony
-Ty dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Dobra, dobra, wyluzuj Kacey-mruknął odpychając mnie od siebie-Lepiej zajmij sie swoim zadaniem.
-Ja dam sobie radę, ale obawiam się o ciebie-szepnęłam patrząc jak otwiera drzwi od windy
-Niepotrzebnie.
Po tych słowach wszedł do środka, nacisnął guzik i zjechał na dół.


*Perspektywa Michała*

Miałem już tego serdecznie dość. Owszem, kiedy Kinga poprosiła mnie o pomoc nie mogłem odmówić. W sumie byłem jej winien przysługę. Uratowałem tego debila i wzamian co? Muszę narażać dupe i znowu go wyciągać z tarapatów. Westchnąłem. Tacy to się nigdy nie nauczą. Wyciągnąłem i odbezpieczyłem broń.
-Przynieś ich całych i zdrowych-powiedziałem przedrzeźniając głos Kingi. Egh, po cholere mi to było? Mogłem dać go zleceniodawcy, ale co? Nieee, odezwał się mój honor i musiałem oddać go Kingdze...

Kiedy winda się zatrzymała podniosłem pistolet do góry na wypadek, gdyby ktoś czekał na mnie za drzwiami. Ku mojemu zaskoczeniu nikogo nie było. Powoli wychyliłem się z kabiny. Nie ma żywej duszy. Jedyne co tu było to wisząca na ścianie broń. Ucieszyłem się na ten widok i wziąłem trochę amunicji. W sumie miałem własną broń i to o wiele lepszą od tej. Choć chyba ktoś tak nie uważał, bo nie było wszystkiego. Pewnie sobie wziął ją jakiś żołnierz. Gdy już rozejrzałem i upewniłem się, że wokół nikogo nie ma wyszedłem z windy i pewnym krokiem szedłem przez korytarz. Skręciłem w lewo i zastygłem w miejscu. Koło moich stóp leżał martwy żołnierz. Kilka metrów dalej następny. Za nimi w dość sporej odległości leżało jeszcze dwóch. Czyli w sumie było ich czterech.
-Młody nieźle sobie poradził-mruknąłem klękając przy jednym z nich i widząc dwie dziury po nabojach. Momentalnie wyobraziłem sobie tą scene.

Czterech żołnierzy, dwóch bliżej, dwóch dalej. Janek schowany za ścianą obmyśla strategie. Lecz po chwili wybiega i strzela. Korzystając z efektu zaskoczenia zabija pierwszego mężczyznę. Jednak stojący obok kolega momentalnie się odwraca i biegnie w jego stronę, ale Janek szybko strzela zabijając go. Dwóch pozostałych żołnierzy zaczyna strzelać. Chłopak biegnie do ściany, odbija się od niej i przeskakuje nad nimi tym samym strzelając w nich. Martwi padają na ziemie, a Janek biegnie dalej.

Otworzyłem oczy. Mniej więcej tak to musiało wyglądać. Popatrzyłem jeszcze raz na żołnierzy. Nic ciekawego. W kombinezonach nic nie noszą, broń słaba, więc nawet nie ma co ich przeszukiwać. Wstałem z podłogi i przemknąłem przez kolejny korytarz. Już miałem iść dalej, kiedy usłyszałem głosy. Wychyliłem lekko głowę zza ściany i zobaczyłem kilku żołnierzy. Stali i rozmawiali. Szybko oceniłem sytuację. Oczywiście nie chodzi o tych sześciu mężczyzn - to akurat pestka.Po prostu jeśli niedaleko mają jakiś swoich "kolegów" to lepiej o tym wiedzieć wcześniej. Nagle dostrzegłem za nimi jakiś ruch. Cholera, ile ich tam jest! Co jak co, ale Janek napewno by nie dał sobie z nimi rady. Ale no przecież to jedyna droga...
Rozejrzałem się jeszcze raz. No zwykły korytarz! Białe ściany, podłoga z kafelkami, lampy na górz...Właśnie wtedy zobaczyłem otwór wentylacyjny. Pochyliłem się i zajrzałem do niego. Istny labirynt. Ale Jasiek musiał tu wejść... Wziąłem głęboki wdech i wczołgałem się do środka. Teraz już mogłem kucnąć i iść, bo było trochę więcej miejsca. Szedłem już tak kilka minut i powoli zaczynałem tracić nadzieję, że Jaś tu wszedł. Skręciłem w prawo i w tym momencie przede mną pojawił się pistolet wycelowany w moją twarz. Kto był tak głupi, żeby we mnie celować? No kto jak nie Jasiek?

~*~
Nooo i jest ♥ 
Znów wybaczcie, że tak długo nie ma, ale ostatnio nie daję rady xd 
Ze wszystkim po prostu, a co dopiero z blogami :/

Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

wtorek, 12 maja 2015

Rozdzial 5 - "Przybycie Kingi"

"-Jak masz na imię?-spytałem
-A po co ci to?
-Po nic. Czysta ciekawość. 
-Michał-mruknął łapiąc kieliszek w dłoń-Ale wszyscy mówią na mnie Multi"

     Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Michał obrócił głowę i spojrzał w stronę przedpokoju. O ile można nazwać tak ogromny hol z wielkimi schodami pośrodku. Po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i ukazała się w nich jakaś dziewczyna. Chyba pokojówka - sądząc po stroju.
-Ktoś do pana...-zaczęła niepewnie
-A czemu ty mnie o tym informujesz, a nie Albert?-spytał oschle, a dziewczyna momentalnie pobladła
-Yy...No...Ja...-jąkała się zmieszana
-Nieważne już. Zaprowadź tego tu do pokoju, a ja pójdę się przywitać z naszym gościem-to mówiąc wstał i wyszedł. Podczas gdy dziewczyna prowadziła mnie przez wielki dom ja zastanawiałem się kto mógł zlecić Michałowi uwolnienie mnie. Po chwili jednak moje rozmyślania przeniosły się na to co powiedział kilka minut temu. "Tego tu" - też coś!
-To tutaj-szepnęła pokojówka otwierając mi drzwi do dużego pomieszczenia-Jakby miał pan jakieś pytania proszę zawołać...
-Dziękuję.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie zaskoczona. Uśmiechnąłem się lekko, a ona speszona przeniosła wzrok na podłogę.
-To ja już pójdę...-szepnęła wychodząc przez drzwi. Mój wzrok momentalnie przeniósł się na łóżko. Niemalże pobiegłem w jego stronę i rzuciłem się na nie. Wygodnie się położyłem i zamknąłem oczy. Musiałem się zdrzemnąć, bo potem czeka mnie dużo wrażeń.

Przyszła. Szczupła, delikatnie umięśniona, długonoga. Ciemna karnacja podkreślała kolorowe tatuaże na ramionach i rękach. Nadawało jej to drapieżny wygląd. Sprana, obcisła koszulka w czarnym kolorze opinała piersi, odsłaniając przy tym płaski brzuch. Wyciągnęła broń z paska na udzie. Wyćwiczone pośladki przykrywały krótkie, ciemne spodenki. Poprawiła ręką puszyste, krucze włosy. Grzywka opadła jej na oczy. Cudowne oczy, które wwiercają się w duszę. Brązowe, głębokie tęczówki okolone długimi rzęsami. Mocny makijaż podkreślał jej urodę. Pełne usta rozciągnęły się w ironicznym uśmiechu.
Czekałem na jej ruch...
-Wstawaj, śpiochu!-usłyszałem kobiecy głos i otworzyłem lekko oczy. Obok mnie siedział obiekt moich snów.
-Kinga...-szepnąłem zdziwiony-Co ty tutaj robisz?
-Potem ci wyjaśnie. Musimy się stąd zmywać-mruknęła patrząc na mnie tymi swoimi pięknymi, brązowymi oczami
-Myślałem, że...-zacząłem niepewnie
-Że cię zostawię, co?
Skinąłem lekko głową.
-Ooo nie! Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz!-powiedziała roześmiana bawiąc się moimi włosami
-Stęskniłem się-wymruczałem i nim zdążyła zareagować lekko musnąłem ustami jej wargi. Jej źrenice momentalnie się rozszerzyły, a ja uśmiechnąłem się. Już miała coś powiedzieć, kiedy do pokoju wszedł jej brat.
-E, gołąbeczki! Musimy już iść!-krzyknął rozbawiony, ale po chwili dostał poduszką w twarz.
-Nadal ci tak wesoło czy chcesz dostać kolejną?-zapytała Kinga trzymając w rękach drugą poduszkę
-Jak dzieci-warknął Michał wchodząc do pokoju
-Ojj, Mulciak! Nie bądź ta...-zaczęła, ale on jej przerwał
-Kurwa, kobieto! Mamy mało czasu, a ty Florka poduszkami okładasz!
Zachichotałem cicho, ale widząc jego poważną minę zamilkłem.
-Śmieszy cię to?-warknął podchodząc do mnie-Zaraz przyjedzie do waszej siedziby całe wojsko. A jeśli się nie wyrobimy to nie zazdrościłbym twojej siostrzyczce.
Pobladłem, ale ten tylko uśmiechnął się i kontynuował.
-Wiesz co by jej zrobili? Najpierw zamęczali pytaniami, torturowali, wycisnęli z niej wszystko co wie...
-Michał, przestań!-krzyknęła Kinga
-A potem gdy już nie byłaby potrzebna oddali by ją strażnikom i każdy z nich mógłby sobie z niej skorzystać. Bawiliby się pewnie kilka nocy, a w końcu kiedy nienadawałaby się już do użytku...
Nie wytrzymałem. Dostał z pięści w twarz. Odsunął się zaskoczony, bo raczej nie spodziewał się takiej reakcji. Złapał się za krwawiący nos i spojrzał na mnie z wściekłością.
-Ty...-zaczął szukając odpowiedniego słowa
-Michał-powiedziała stanowczo Kinga-Idziemy.
Sądziłem, że rzuci się na mnie, ale on tylko obrócił się i wyszedł przez drzwi.
-Mogłeś mu mocniej przywalić-szepnął śmiejący się Florek
-Bardzo śmieszne-wysyczałem wstając z łóżka

Kiedy wyszliśmy z domu w wozie czekał na nas Michał.
-Niezłe cacko-powiedziałem z podziwem przejeżdżając reką po masce
-Dzięki-mruknął Florek
On i Michał siedzieli na przednich siedzeniach, natomiast ja z Kingą usiedliśmy na tylnych. Kiedy ruszyliśmy uśmiechnąłem się lekko do dziewczyny natomiast ona spojrzała na mnie poważnie.


*Perspektywa Kingi*

Nacisnęłam guzik na jednym z foteli i między chłopakami a nami powstała cieńka lecz solinda ścianka.
-Przez nią nic nie słychać-odpowiedziałam patrząc na pytający wzrok Jasia
-Yhym-mruknął przybliżając się do mnie
-Słuchaj-warknęłam odpychając go od siebie-My...do siebie nie pasujemy. Nie powinniśmy być razem.
Chłopak momentalnie spoważniał.
-Żyjemy w dwóch zupełnie innych światach. Mało o sobie wiemy. To nie ma sensu. Napewno niedługo byśmy się sobie znudzili.
Wiedziałam, że prawda była zupełnie inna. Bałam się po prostu.
-Nasz pocałunek był jednorazową akcją. I tyle. Jesteśmy tylko sojusznikami. I nic więcej nie będzie nas łączyć-dodałam szybko. Jaś tylko kiwnął głową i oparł czoło o szybę. Widać było, że posmutniał i chyba był obrażony.
-Jesteś zły?-pisnęłam po chwili
-Nie.
Niby krótkie słowo, a zwierało w sobie tyle uczuć. Jednego byłam pewna. Nie był zły na mnie. Prędzej na siebie, choć nie mam pojęcia czemu. Westchnęłam poprawiając przy tym bluzkę której dekolt zsunął się odrobinkę za granicę przyzwoitości. Po chwili znów nacisnęłam guzik i ścianka opadła.
-Zdążyliście się już wycałować?-spytał złośliwie Michał
-A co? Jesteś zazdrosny?-spytałam z doskonale wyczywalną kpiną w głosie
-O ciebie? W życiu!
Prychnęłam obracając głowę w stronę okna. Jechaliśmy w zawrotnej prędkości byleby tylko zdążyć na czas. Jednak w mojej głowie kotłowały się różne myśli. Cholera. Od dwóch lat nie byłam z żadnym chłopakiem. Nie, bo musiałam skupić się na pracy, którą otrzymałam. Na początku było to dość łatwe, gdyż przez innego drania miałam zranione serce i nawet nie myślałam o związkach. A potem była to już kwestia przyzwyczajenia. Dopiero teraz...Janek...Nie, Kinga. Nie możesz się nim przejmować, bo znowu się staniesz słaba.

W końcu dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z pojazdu i udaliśmy się w stronę drzwi.
-Mamy około godziny-mruknął Michał w moją stronę
-Dobra. Bierzemy co najpotrzebniejsze. Multi ty jedzenie, Florek broń, ja z Jasiem idziemy po jego siostrę-mruknęłam przechodząc przez drzwi. Tak, ile to już razy się brało udział w podobnych akcjach? I ile razy to ja dowodziłam? I ile razy mieliśmy pewny sukces? Odpowiedź jest prosta: setki. Dlatego i teraz tak je...Zamurowało mnie. Kompletnie.
-Kinga, czemu się zatrzyma...-zaczął Florek, ale gdy tylko zobaczył to co ja również zamilkł. Dwaj strażnicy leżeli martwi na ziemi, a za nimi były rozwalone metalowe drzwi. Michał widząc zaistniałą sytuacje podszedł i pochylił się nad nimi.
-Sprawka Igora-rzucił oschle przecierając w palcach proszek z ziemi
-Skąd to wiesz?-spytał nieufnie Jasiek na co Michał spojrzał na niego z niedowierzaniem. Podniósł przy tym jedną brew i zrobił minę jakby mówiącą "serio?". Już miał mu wytłumaczyć, kiedy ja to zrobiłam.
-Niewiele osób ma broń mogącą zniszczyć ten metal-mruknęłam obracając się w stronę Jasia-oraz niewiele osób nosi takie buty. Są charakterystyczne. Wszędzie poznałabym te ślady. Poza tym zważając na to, że on miał się tu pojawić, żeby upewnić się czy przypadkiem nie pomogliśmy ci zwiać to tylko on mógł to zrobić.
-Nieźle, siostrzyczko-powiedział z podziwem Florek, a wtedy Jaś gwałtownie pobladł
-Wiktoria...-szepnął i spojrzał na drzwi od windy, która zjeżdżała do lochów gdzie była jego siostra
-Jasiek-ostrzegłam łapiąc go za rękę i tym samym powstrzymując go przed pójściem tam
-Ale ona...
-Potem tam zejdziemy. Najpierw jedzenie i broń-wtrącił Michał
-Multi ma racje-powiedziałam, a gdy Jasiek pokiwał głową na znak, że rozumie puściłam jego dłoń-Chodźmy. Tylko pamiętajcie o ostrożności.
Przeszliśmy cicho nad metalowymi drzwiami.
-Nikogo tu nie ma-szepnęłam, a po chwili w myślach błyskawicznie ułożyłam plan-Wy broń, a ja z Jaśkiem jedzenie.
Odwróciłam się, ale za moimi plecami nie było bruneta. Przestraszona przeskoczyłam nad metalowymi drzwiami. Spojrzałam w prawo i jak się okazało intuicja mnie nie myliła. Jasiek właśnie zamykał przezroczyste drzwi od windy. Podbiegłam do nich i przycisnęłam ręce do szyby
-Poczekaj! Nie wiadomo czy oni jeszcze tu są!-krzyknęłam, a wtedy chłopak oderwał się od przycisków i spojrzał na mnie
-Przepraszam, ale muszę ją uratować-szepnął i wcisnął guzik zjeżdżający na sam dół

~*~
Z góry przepraszam za tak dużą nieaktywność,
ale miałam za dużo spraw na głowie.
Myślę, że ten rozdział to wynagrodzi,
bo nawet ja jestem z niego dumna, co nie zdaża się często ;)

Oczywiście ja nie mogłam napisać 
takiego rewelacyjnego opisu Kingi(tak, w tym śnie Jasia),
tylko zrobiła to wspaniała Froncala ♥

Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

piątek, 1 maja 2015

Rozdzial 4 - "Uwolnić Jasia"

"Chłopak lekko podniósł głowę skracając dystans naszych ust. Przymknął oczy i musnął lekko moje wargi. Ale nie zdążył pogłębić pocałunku, gdyż ja się szybko odsunęłam.
-Podobno jestem małym, brzydkim koczkodanem-prychnęłam i zeszłam z niego
-I jeszcze grubym, nie zapominaj-powiedział roześmiany wstając z ziemi"

      Choć powiedział to rozbawionym głosem  zrobiło mi się odrobinę przykro. Janek chyba to zauważył, więc szybko posłałam mu sztuczny uśmiech. Nagle uświadomiłam sobie co się stało. Z jękiem wplotłam dłoń we włosy. Cholera! Miałam go przycisnąć, przesłuchać, dowiedzieć się wszystkiego, a potem oddać go szefowi...A ja co?! Całuje się z nim!


*Perspektywa Jaśka*

Wyglądała tak ślicznie. Niby nazywałem ją koczkodanem, ale naprawdę była piękna. Widać, że się nad czymś zastanawiała. I była tym wyraźnie zmartwiona
-O czym myślisz?-spytałem po chwili
-Nie twoja sprawa-warknęła wyjmując tableta
Zbytnio jej nie rozumiałem. Była taka zabawna, miła, a po chwili poważna i wredna. Nie wiedziałem od czego to zależy...
-Powiedz mi lepiej po co ci była ta broń-syknęła podchodząc do mnie
-Wybierałem na oko...
-Słuchaj!-krzyknęła łapiąc mnie za koszulę i przyciągając do siebie-Mamy mało czasu! Mów, a nie się wymigujesz!
-Bo co mi zrobisz? Pocałujesz?
Chyba niepotrzebnie to powiedziałem, bo zezłościła się jeszcze bardziej. Puściła moją koszulę i skierowała się w stronę wyjścia.
-Czyli nic mi nie zrobisz?-prychnąłem
Słysząc te słowa zatrzymała się i obróciła w moją stronę.
-Mój szef chce cie z powrotem. Za godzinę przyjadą jego ludzie, a za dwie już pewnie nie będziesz żył.
Zszokowany otworzyłem szeroko oczy.
-Jak...to?-wyjąkałem
-A tak to! Nie chcesz współpracować, obrażasz mnie i doprowadzasz do furii. Jesteś niczym wrzód na dupie, a dostanę za ciebie dość dużo.
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc tylko milczałem
-Może nawet dorzucę twoją siostrzyczkę i dostanę coś ekstra-dodała złośliwie
Tym razem nie wytrzymałem. Rzuciłem się na nią. Chyba się tego nie spodziewała, więc szybko i łatwo przycisnąłem ją do ściany blokując jej ręce. Próbowała się wyrywać, ale nie ukrywajmy - ja byłem silniejszy.
-Ze mną możesz zrobić co chcesz, ale od mojej siostry wara!-wysyczałem jej w twarz
Spojrzała na mnie wystraszona, a ja pomyślałem, że może lekko przesadziłem.
-Nie zamierzałam jej oddawać-szepnęła, a ja odetchnąłem z ulgą

Nagle rozegło się walenie do drzwi
-Kinga! Jesteś tam?! Żyjesz?!
-Florek-mruknęła niechętnie, po czym dodała już głośniej-Tak! Wszystko w porządku!
Lekko się uśmiechnąłem, gdyż rozbawiły mnie jej słowa. Ona przyciśnięta do ściany przez więźnia, bez możliwości ruchu, a mówi, że wszystko gra.


*Perspektywa Kingi*

Gdy upewniłam brata, że panuję nad sytuacją spojrzałam na Janka. Wyglądał na rozbawionego.
-Skoro za dwie godziny i tak będę już martwy-wymruczał przybliżając swoją twarz do mojej-to to będzie taka forma pożegnania.
Nim zdążyłam coś powiedzieć pocałował mnie. W pierwszej sekundzie chciałam się wyrwać i spoliczkować bezczelnego drania. W kolejnych uświadomiłam sobie, że ten "bezczelny drań" rzeczywiście świetnie całuje. A potem po prostu się poddałam. Nic nie robił na siłę. Poczułam chłodne wargi, rozchyliłam swoje, a on delikatnie przesuwał po nich ustami, cały czas przyciskając mnie mocno do ściany. Jednak poluzował swój uścisk na moje ręce, a wtedy dłonie instynktownie same powędrowały do jego piersi i ten ruch sprawił, że pocałunek pogłębił się, stał się jeszcze bardziej intensywny. A potem, zupełnie nagle mnie puścił.
-Co...co...-wyjąkałam nadal jeszcze ogłuszona po pocałunku. Miałam mętlik w głowie. Z jednej strony to on mnie pocałował, ale z drugiej zgodziłam się na to, choć wiem, że nie powinnam. Jednak nie moja wina, że mnie fascynował... A nawet w pewny sposób pociągał. Popatrzyłam na niego. Siedział na łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach. Nagle zrobiło mi się go tak strasznie żal. Wie, że niedługo będzie już martwy i nic nie może z tym zrobić. W dodatku wyglądał na tak przybitego, że miałam ochote tam podbiec i go przytulić...Cholera! Kinga! Ogarnij się! To więzień, a ty tak o nim myślisz! W sumie myślenie to pryszcz w porównaniu do tego, że jeszcze przed chwilą się z nim całowałaś. Próbowałam zagłuszyć głos rozsądku, bo najzwyczajniej w świecie mnie dobijał.
-Mogę cię o coś prosić?-szepnął Janek patrząc na mnie
-Tak...Oczywiście...-wyjąkałam po chwili
-Zaopiekowałabyś się moją siostrą, gdy mnie już nie będzie?
Tak zaskoczyły mnie jego słowa, że tylko stałam z lekko otwartą buzią wgapiając się w niego.
-No...no...-zaczęłam niewiedząc co powiedzieć. W tym samym momencie drzwi się otworzyły i do celi wszedł Igor.
-Witam ponownie-powiedział szeroko się uśmiechając-Chłopaki, zabierzcie go
Dwójka żołnierzy podeszła do Janka i założyła mu kajdanki, po czym wyprowadziła go z pokoju.
-Pieniądze są już na koncie-mruknął Igor wychodząc przez drzwi
Wszystko stało się tak szybko, że nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, ani zaprotestować...


*Perspektywa Jasia*

Siedziałem w jakiejś ciężarówce, a naprzeciwko mnie było dwóch żołnierzy. Jechaliśmy tak już z...2 godziny? Może więcej?
-Dokąd mnie zabieracie?-spytałem, lecz nie uzyskałem odpowiedzi
Nagle wóz gwałtownie się zatrzymał. Zdziwieni żołnierze spojrzeli w stronę kabiny kierowcy. Wtedy drzwi się otworzyły, i nim zdążyli zareagować już leżeli martwi na ziemi. Chłopak, który ich zabił schował broń i podszedł do mnie.
-Jan Dąbrowski?-spytał chłodno
-Tak...
-Wstawaj-syknął, po czym poszedł w stronę drzwi
Podniosłem się i również wysiadłem z ciężarówki. Chłopak właśnie otwierał drzwi do kabiny kierowcy, a później zaczął przeszukiwać nieprzytomnego mężczyznę.
-Jest-szepnął zadowolny i biorąc do ręki jakąś kartę obrócił się w moją stronę.
-Chodź, młody-mruknął podchodząc do mnie. Złapał moje nadgarstki i przyciągnął je do siebie, a do kajdanek przystawił kartę kierowcy. Usłyszałem dziwny dźwięk i spojrzałem na chłopaka jak na wariata. Jednak po chwili kajdanki obluzowały się i spadły.
-Dobra, za 9 minut przyjadą następni. Musimy się pośpieszyć-stwierdził ciągnąc mnie za sobą

Po długim i wyczerpującym biegu dotarliśmy do jakiegoś auta.
-Wsiadaj-mruknął otwierając tylne drzwi
Zdyszany usiadłem na fotelu. Po chwili ruszyliśmy. Popatrzyłem w lusterko w którym doskonale było widać twarz chłopaka. Zero potu, w ogóle nie był zmęczony. A myślałem, że to ja mam dobrą kondycję.

Dojechaliśmy do jakiegoś dużego domu. Wysiadłem z auta i podszedłem do drzwi, które momentalnie zostały otworzone przez jakiegoś mężczyznę we fraku.
-Ahh, dziękuję, Albercie-powiedział chłopak wchodząc do środka-Poprowadź tego chłopca do salonu.
Usiadłem na sofie i rozejrzałem się wokół. To niemal pałac, a nie dom.
-Dobra, młody...Czego się napijesz?-zapytał wchodząc do pokoju.
-Możesz przestać mnie tak nazywać?-syknąłem
-A nie jesteś młody?
Popatrzyłem na niego. Chytry uśmieszek na jego twarzy zdradzał wszystko.
-Ile masz lat?-spytał po chwili
-19-powiedziałem chłodno
Spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem w oczach.
-Nie wyglądasz...
-Wiem-powiedziałem przerywając mu-Mógłbyś mi powiedzieć czemu mnie uwolniłeś?
-A co to za pytanie?-spytał zaskoczony
-Wątpie, żebyś uratował mnie z własnej woli.
-A co? Nie wyglądam na dobrodusznego?-zapytał rozbawiony obracając się wokół własnej osi jakby chcąc, żebym dokładniej mu się przyjrzał
-Nie-powiedziałem poważnie
-No i masz rację-westchnął z udawanym smutkiem i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie-Jestem zabójcą na zlecenie.
Otworzyłem szeroko oczy.
-I masz mnie...-głos mi się złamał. Czy ja muszę cały czas trafiać z rąk do rąk tych, którzy chcą mnie zabić?
-Tak. Dostałem na ciebie zlecenie, ale nie martw się. Nie zabiję cię, to nie moja działka. Ja mam ciebie tylko do niego dostarczyć.
-Do kogo?
-Nie mogę zdradzić. Tajemnica zawodowa-prychnął śmiejąc się-Ale myślę, że sam już niedługo się dowiesz.
Milczałem. To wszystko działo się tak szybko. Dopiero co okradałem magazyny, a teraz siedzę w domu...właśnie? Kogo?
-Jak masz na imię?-spytałem
-A po co ci to?
-Po nic. Czysta ciekawość.
-Michał-mruknął łapiąc kieliszek w dłoń-Ale wszyscy mówią na mnie Multi.

~*~
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!


piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdzial 3 - "Koczkodan"

"Dlatego też teraz stałam przed hologramem. 
-O co chodzi?
-Podobno zabrałaś Igorowi tego chłopaka
-Tak, i co?-mruknęłam zniecierpliwiona
-Chce go z powrotem"

     Podniosłam do góry jedną brew i  spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Szczerze to nawet bawiła mnie ta sytuacja.
-A po co ci on?
-Ty dobrze wiesz-odpowiedział z powagą w głosie-Jest na niego list gończy. Nagroda jest wysoka.
-A skąd masz pewność, że już go nie oddałam?-spytałam chytrze
-Wtedy list byłby już nieaktualny.
Kurde...
-Czemu ci tak zależy, żeby go oddać? Widziałam nagrode, nie jest zbyt...
-Ale jest wystarczająca-powiedział przerywając mi
-Przyznaj, że nie o to chodzi-warknęłam zniecierpliwiona-Dla ciebie takie pieniądze to nic.
-Dobra. Muszę przyznać, że gnojek mi się naraził. Włamał się do większości moich siedzib czy magazynów. Chce mu po prostu dać nauczkę, żeby pokazać innym, że nie można mnie tak bezkarnie okradać.
Zmrużyłam oczy. Szczerze? Nie wierzyłam mu.
-Słuchaj. Ja cię nie proszę, żebyś mi go odstąpiła. Ja ci każe.
Westchnęłam i skrzyżowałam ręce na piersi. Cholera. Nie myślałam, że do tego dojdzie...
-Zawsze mogę cię zwolnić, a potem wysłać moich chłopców, żeby sami go zabrali.
-Daj dwie godzinki, i będzie twój.
-No, i to jest moja Kacey!
Westchnęłam, patrząc jak chologram powoli się rozmazuje, aż w końcu zniknął.

Rozwścieczona poszłam w kierunku pokoju w którym był Janek. Kiedy doszłam wrzasnęłam na straże pilnujące celi. Momentalnie jeden z nich wcisnął przycisk. Gdy urządzenie mnie przeskanowało i pozwoliło na wejście z hukiem otworzyłam metalowe drzwi. Zaskoczony więzień niemal podskoczył.
-A, to ty-mruknął odwracając ode mnie wzrok
-Tak, ja-wysyczałam podchodząc do niego-Mamy mało czasu...
-Na co? Żeby się nade mną poznęcać?
-Akurat to nie moja działka-powiedziałam mając na myśli szefa
-To po co tu przylazłaś?
-Musimy sobie nieco wyjaśnić
-Już wszystko powiedziałem
-Oo tak, z pewnością-mruknęłam sarkastycznie wyciągając z kieszeni tableta-Gdybyś wygadał wszystko nie byłoby mnie tutaj.
-Mogłaś sobie darować-prychnął przewracając oczami-Wiesz, cały czas się spotykamy, a to nie jest fajne musieć ciągle patrzeć na jakiegoś małego, grubego koczkodana.
Niemal zachłysnęłam się powietrzem. CO ON POWIEDZIAŁ?! Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No co?
-Koczko...dana?-spytałam nierozumiejąc sensu tych słów. Napewno była to jakaś obraza. Słyszałam dużo niezbyt miłych uwag pod moim adresem i to często o wiele bardziej niecenzuralnych, ale to...Nie wiem. Niby nic niepozornego, a...zabolało.
-Tak, koczkodana. Małego, grubego, pyskatego, niecierpliwego...
Miałam ochotę mu przywalić, ale tylko mocno zacisnęłam zęby i uspokajająco zaczęłam odliczać do dziesięciu. Niestety, już przy cyfrze sześć usłyszałam jego głos.
-...bezlitosnego, nieczułego...
-Dość!-wrzasnęłam, ale widząc lekki uśmieszek i iskierki rozbawienia w oczach chłopaka uspokoiłam się.
-No proszę, jak to nasze małe koczkodaniątko się złości.
Gdyby mój wzrok mógł zabijać Janek dawno leżałby już martwy na podłodze. Westchnęłam.

-Spróbujmy jeszcze raz-powiedziałam po chwili już nieco uspokojona. Przeglądając na tablecie dane z jego przesłuchiwania coraz bardziej marszczyłam czoło.
-Coś nie tak?-prychnął
-Przecież to stek bzdur!-krzyknęłam podnosząc wzrok znad urządzenia
-Ale co?
-To twoje "przesłuchanie"-mruknęłam patrząc na niego
-Powiedziałem wszystko co...
-Och, przestań!-krzyknęłam zdenerwowana jego upartością-Możesz nabrać tego idiotę Florka, ale nie mnie
-Idiotę?-spytał roześmiany
-Czemu wybrałeś akurat te magazyny?
-Już to mówiłem
-"Wybrałem pierwszy lepszy"-mruknęłam patrząc na jego odpowiedź na przesłuchaniu-Przecież to jedne z najpilniej strzeżonych magazynów w całej galaktyce!
-Ale był pod ręką...
-Takie kity to sobie wciskaj policji-syknęłam pochylając się nad nim-Niedaleko twojego domu były jeszcze trzy inne, małe, mniej strzeżone magazyny.
Przełknął głośno ślinę, a ja uśmiechnęłam się lekko. Miałam go!
-Wybrałeś ten magazyn nie bez powodu. Mogę się założyć, że chodziło o broń. Po co ci akurat ten model?
-Wybierałem na chybił trafił
-Widziałam nagrania z kamer, nie jestem głupia. Chodziło ci konkretnie o tą broń.
W jego oczach dostrzegłam niepewność, strach.
-Nic. Ci. Nie. Powiem-mruknął akcentując każde słowo. W pierwszej chwili się zdziwiłam, ale w drugiej zrozumiałam co powiedział i zaczęłam się śmiać.
-Nie myślałam, że jesteś aż tak głupi. Wiesz, że jak mi nie powiesz to będę musiała cię zmusić?
-Niby jak?-prychnął uśmiechając się chytrze-Jesteśmy tu sami, ty bez żadnej broni...Nie masz ze mną szans
Po jego słowach zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
-Mój drogi...Ja jestem bezbronna tylko wtedy gdy schnie mi lakier na paznokciach.
Szybko wstał próbując zadać cios, ale ja zręcznie wykonałam unik. Jasiek był lekko zaskoczony, ale się nie poddał. Zamachnął się kolejny raz. Znowu uniknęłam ciosu uśmiechając się dumnie.
-Ty sobie pomachałeś to teraz moja kolej-mruknęłam waląc go z pięści w brzuch, po czym szybko wykonałam unik, gdyż zamachnął się kolejny raz. Walnęłam go nogą w kostkę tym samym przewalając go na ziemie. Usiadłam na nim i zablokowałam jego ręce.
-Nie mam szans, tak?-spytałam z doskonale wyczuwalną kpiną w głosie. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a ja uśmiechnęłam się dumnie. Pewnie myślał, że z łatwością mnie pokona. Niedoczekanie jego. Siedziałam na Janku, pochylona nad nim twarzą w twarz. Przyglądaliśmy się tak sobie, ale po chwili uśmiechnęłam się lekko. Śmiesznie wyglądał. Miał tak potargane włosy jakby przeszło po nich tornado. Nasze twarze dzieliło kilka milimetrów. Janek spojrzał na moje usta, które odruchowo oblizałam.  Chłopak lekko podniósł głowę skracając dystans naszych ust. Przymknął oczy i musnął lekko moje wargi. Ale nie zdążył pogłębić pocałunku, gdyż ja się szybko odsunęłam.
-Podobno jestem małym, brzydkim koczkodanem-prychnęłam schodząc z niego
-I jeszcze grubym, nie zapominaj-powiedział roześmiany powoli wstając z ziemi

~*~
Już tłumaczę swoją nieobecność - dostałam szlaban. 
Przez trzy dni nie mogłam nawet spojrzeć na lapka, a net w telefonie ledwo co mi chodził, więc zupełnie nie mogłam nic dodać :/ 

Przepraszam. 
Wieem, jestem najgorsza xd 
Szczególnie, że zamiast dodać rozdział o 18 dodaję go 21
Ehh...Nie ma to jak wyjście z przyjaciółkami na dwór,
a kiedy chcesz wracać to te cię przetrzymują


Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdzial 2 - "Nierówna walka"

"-Spokojnie-mruknęłam podchodząc do niej-Ja pójdę z Wiktorią do pokoju i pooglądamy jak mój brat z tobą rozmawia. Jeśli będziesz grzecznie odpowiadać na pytania nic jej się nie stanie.
-Ale...
-Obyś był teraz bardziej wylewny niż przy rozmowie ze mną. Inaczej twojej kochanej siostrzyczce może coś się stać"

     Widząc minę Jaśka wiedziałam, że wygada wszystko. No tak. Miłość. Jeden ze słabych punktów wszystkich. Lekko się uśmiechnęłam dumna ze swojego planu. Kazałam strażom zabrać dziewczyne, po czym sama skierowałam się w stronę drzwi. Już miałam przez nie przejść, kiedy usłyszałam głos Jasia.
-Proszę...-zaczął, a ja momentalnie się odwróciłam-Nie zrób jej krzywdy.
Przymrużyłam oczy bacznie go obserwując. Usta miał jeszcze lekko otwarte, po tym co przed chwilą powiedział. Źrenice rozszerzone, a jedyne co w nich ujrzałam to niepewność i strach. Lecz napewno nie bał się o siebie, a o siostrę. Widziałam w jego twarzy tyle smutku i strachu, że zmiękło mi serce. Widać było jak ją kocha. Jednak głos rozsądku powiedział, że muszę być twarda. To tylko kolejny przesłuchiwany, który ma powiedzieć wszystko co wie. Nie moge się nad nim rozczulać.
-Zobaczymy czy wszystko powiesz-mruknęłam wychodząc przez drzwi


*Pesperktywa Wiktorii*

-Cholera-powiedziałam powtarzając dzisiaj to słowo nie wiadomo, który już raz. W sumie co innego mogłam zrobić? Nic nie wiedziałam. Co sie stało, gdzie jestem, kim są ci ludzie, którzy przywieźli mnie z tutaj...Nic. Kompletnie nic. Wiedziałam za to jedno. Jaśkowi nie powiodła się misja. A mówiłam, żeby tam nie szedł. Włamanie sie do magazynu, który jest pilnowany przez ponad 20 tysięcy straży? Istne samobójstwo. Dziw, że on w ogóle jeszcze żyje. Byłam w jakimś pomieszczeniu. Nie przypominał on lochu, czy więzienia. Był schludny i zadbany. Choć widać, że najlepsze lata miał za sobą. Ściany były białe, choć przez brud kolor przypominał bardziej ecri. Naprzeciwko drzwi była jedyna rzecz jaka znajdowała się w tym pomieszczeniu - małe, metalowe łóżko. Siedziałam na nim i gapiłam sie w ściane. Po kilku minutach znudziło mi się. Rozejrzałam się wokoło. Nie było tu nic ciekawego. Tylko ściany, łóżko i ja. Żadnych stolików, figurek, obrazów, okien...Jedynym źródłem światła były lampy na suficie. I powiem szczerze, że bardzo dobrze spełniały swoją role. Pokój był doskonale rozświetlony, wszystko było widać. Westchnęłam. Nie wiedziałam ile już tu jestem. Chyba dość długo. W sumie na początku długo krzyczałam i waliłam w drzwi. A później popłakałam trochę. No i jeszcze zwalanie winy na Janka. Tak, to z pewnością mi trochę czasu zabrało. W każdym razie byłam tu długo. Gardło mnie bolało od krzyków, a oczy miałam napuchnięte od płaczu.

Nagle drzwi otworzyły się i do pokoju weszła dziewczyna. Ta sama, która wcześniej rozmawiała z Jankiem.
-No witam-powiedziała roześmiana stając przede mną. Ja jednak milczałam. Nie miałam zamiaru odpowiadać-Może mi coś powiesz?
-Coś-mruknęłam sarkastycznie
-Zostawcie nas-westchnęła patrząc na dwóch mężczyzn stojących przy drzwiach, a kiedy wyszli znów przeniosła swój wzrok na mnie-I jak ci się podoba twój nowy pokój?
-To bardziej przypomina izolatkę w wariatkowie...
-Wybredna z ciebie osóbka
Przewróciłam oczami.
-Wiesz po co przyszłam?
-Nie mam bladego pojęcia-westchnęłam, lecz ta tylko uśmiechnęła się lekko.
-Może to i lepiej?-mruknęła podchodząc powoli do mnie. Kątem oka zobaczyłam jak zza pleców wyciąga nóż.
-Cco zamierzasz zrobić?-wyjąkałam szybko wstając z łóżka
-Zobaczysz-powiedziała i rzuciła sztylet w moją stronę.

Otworzyłam oczy. Szybko usiadłam na łóżku i rozejrzałam się wokoło. Nikogo tu nie było.
-To tylko sen...-powiedziałam uspokajająco sama do siebie-To tylko sen...
Jednak po mimo tych słów nadal się bałam. Co jak wydarzy się to naprawdę?

Siedziałam na łóżku i gapiłam się w ścianę zastanawiając się ile już tu jestem. Od samego przebudzenia minęło już z pół godziny. Z kolei to ile wołałam o pomoc, płakałam oraz spałam nie wiem ile trwało. Równie dobrze mogła być szósta, albo jedenasta, albo dwudziesta trzecia. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę.


*Perspektywa Florka*

Ledwo co zabiłem kilku przeciwników, a tu już pojawili się następni. Nie dałbym im rady. Musiałem uciec. Szybko oceniłem moją sytuacje. Nim pierwszy zdążył strzelić ja szybko przeskoczyłem nad nimi. Pobiegłem uchylając się przed pociskami. W końcu zobaczyłem ściane za którą mogłem się schronić. Przyśpieszyłem, przez co przeciwnicy musieli zrobić to samo i nie mogli strzelać. W szybkim biegu strzelanie to niezbyt dobra sprawa. Pociski latają jak oszalałe i nie można nad nimi zapanować. W końcu dobiegłem do ściany i schowałem się za nią. Oddychałem szybko, bo bieg krótki nie był, a ostatnio moja kondycja lekko się pogorszyła. Przeklnąłem pod nosem. Mądra z niej osóbka, wybrała dobrą taktyke. I dlatego jej ludzi było prawie dwa razy więcej niż moich. Reszta odpadła z gry.

Lekko wychyliłem głowę zza ściany i od razu obok ucha przeleciał mi nabój. Już miałem wrócić do pozycji wyjściowej, kiedy usłyszałem strzały. Dwójka przeciwników padła martwa na podłogę, a za nimi ukazali się moi żołnierze.
-Ha! Dobra robota!-powiedziałem podchodząc do nich-Gdzie reszta?
-Została tylko nasza trójka-oznajmił jeden z nich
Otworzyłem szeroko oczy. W piętnaście minut rozwaliła trzydziestu moich?!
-A z jej drużyny?
-Niewiele więcej. Koło siedmiu, może ośmiu.
-To chociaż jakieś pocieszenie-mruknąłem, ale wtedy usłyszałem kroki-Tam, szybko!
Schowaliśmy się za przewróconą szafą. Kroki stawały się coraz głośniejsze. W końcu ustały.
-Kurwa, to dwójka naszych-mruknął jeden z przeciwników, którzy tu przyszli
-Ślady są świeże, więc oni muszą gdzieś tu być. Rozproszyć się i znaleść ich!
Zacisnąłem mocno powieki. Cholera, gorzej być nie może. Oby tu nie zajrzeli...
-My idziemy tam, wy posprawdzajcie tu, a ty cofnij się i pilnuj jakby zamierzali tu wejść.
Dwójka sobie poszła i nieprędko wróci. Zostało trzech. Banał. Atak z zaskoczenia. Powiedziałem szeptem żołnierzom mój plan. Gdy kiwnęli głowami na znak, że rozumieją uśmiechnąłem się lekko. Plan był dobry, ale musieliśmy to zrobić szybko i sprawnie. Jedna pomyłka i to my zginiemy.

Wziąłem głęboki wdech i dałem ręką znak. Moi żołnierze szybko wyskoczyli znad szafy i strzelili do dwójki przeciwników. Wtedy ja lekko się wychyliłem i skierowałem pistolet na drzwi. Kiedy pojawił się w nich ten, który miał pilnować wejścia szybko strzeliłem. Nie zdążył nawet wydać jednego dźwięku, a już osunął się na ziemie.
-Ha, dobra robota, panowie!-krzyknąłem uradowany. I nagle moi żołnierze padli martwi się na ziemię. Otworzyłem szeroko oczy. Za nimi stali dwaj przeciwnicy. Cholera, nie myślałem, że wrócą tak szybko. Kiedy tylko ich wzrok przeniósł się na mnie bez zastanowienia strzeliłem. Gdy osuneli się martwi na ziemię uśmiechnąłem się lekko. Całe szczęście, że trafiłem, bo było by już po mnie. Powoli wstałem i podszedłem do nich.
-Ehh, wszyscy atakują znienacka-mruknąłem patrząc na martwych żołnierzy
-Tak, wszyscy-usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem się szybko, ale Kinga już zdążyła strzelić. Przed moimi oczami pojawiła się mgła, a po chwili zapadła ciemność.

Zamrugałem gwałtownie powiekami. Nie lubiłem tego momentu. Podniosłem ręce do góry i ściągnąłem kask. Przede mną pojawiła się Kinga z triumfującym uśmieszkiem na twarzy.
-Znowu wygrałam-oznajmiła radośnie
-Wiem, widziałem-mruknąłem schodząc z urządzenia. Byliśmy w dużym pomieszczeniu. To tutaj rozgrywałem walki z moją "kochaną" siostrzyczką. Ten symulator był naprawdę świetny. Dość drogi, ale cóż...Kinga musiała go kupić, żeby móc mi dopiec.
-To była nierówna walka. Miałaś po prostu lepszych żołnierzy-powiedziałem otwierając jej drzwi
-Pfff, tłumacz to sobie tak-prychnęła-Miałam po prostu lepszą taktyke.
Przewróciłem oczami. Co za zrzęda.
-Przyznaj się, że po prostu dobija cię to, że zawsze małolata z tobą wygrywa.
A ta swoje.
-Może i dobrze walczysz jeden na jeden, ale w walce drużynowej nie miałbyć szans.
-To tylko gra-mruknąłem w końcu już poirytowany jej natarczywością. Westchnęła jakby ze...smutkiem? Szczerze to w tej chwili nie mnie to nie obchodziło. Niech sobie wzdycha. Mnie to nie obchodzi.


*Perspektywa Kingi*

Florek poszedł do swojego pokoju. Tym czasem ja musiałam gdzieś wyładować moją złość.
-Przyda mi się trening-mruknęłam idąc korytarzem

Właśnie pokonywałam ostatniego robota, kiedy do sali wszedł Florek.
-Ooo, chyba pobiłaś swój rekord. Tak szybko czterdziestu rozwalić?
-Zamknij się-warknęłam wyjmując sztylet z wnętrza robota-O co chodzi?
-Twój szefunio chce z tobą rozmawiać.
Przewróciłam oczami.
-Zawsze będziesz tak na niego mówił?
-Oczywiście. Przynajmniej póki cię nie zwolni.
Prychnęłam i poszłam w stronę drzwi. Przeszłam korytarzem prosto do sali, gdzie już czekał na mnie mój szef. Jak zwykle miał na sobie swój duży, brązowy płaszcz, który doskonale zasłaniał jego twarz. Nikomu jej nie pokazywał, ani z nikim nie spotykał się osobiście. Dlatego też teraz stałam przed hologramem.
-O co chodzi?
-Podobno zabrałaś Igorowi tego chłopaka
-Tak, i co?-mruknęłam zniecierpliwiona
-Chce go z powrotem.

~*~
 Pisałam, że rozdziały będą co piątek.
Ale później dużo osób powiedziało, że to za rzadko,
więc stwierdziłam, że będa we wtorki i piątki.

Niestety, nie zdążyłam napisać do wtorku drugiego rozdziału,
więc się nie pojawił.
Z kolei w piątek nie wstawiłam, bo byłam na noc u koleżanki
i nie miałam tej możliwości.


Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!


sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdzial 1 - "Przesłuchanie"

    Biegłem przez labirynt korytarzy uciekając przed strażnikami. Musiałem się włamać akurat tu, bo w innych magazynach nie było tych modeli broni, których potrzebowałem. Dziwiło mnie to, ale cóż. Magazyn to magazyn. Tylko oczywiście ten musiał być najbardziej pilnowany. Co prawda zdążyłem zabrać trochę broni, ale nie tyle na ile liczyłem. Nagle przede mną pojawiło się trzech strażników, a ja szybko cofnąłem się do tyłu. Jednak nie zdążyłem się nawet dobrze rozpędzić, bo trafiłem na kolejnych. Dwójka strażników przycisnęła mnie do ściany. Reszta z nich zabrała mi broń. Próbowałem się wyrwać, ale na nic się to nie zdało. Usłyszałem kroki, a po chwili przede mną pojawił się jakiś mężczyzna.
-Cholera, Igor-mruknąłem pod nosem
-Ooo, więc wiesz kim jestem-powiedział łapiąc mnie za podbródek i ściskając go mocno podniósł moją głowę do góry-I jeszcze masz czelność mnie okradać?
-Ty jesteś tylko marnym sługusem
-Co...?-spytał zaskoczony
-A może zajmiesz się w końcu mną?-usłyszałem kobiecy głos, a Igor obrócił się.
-Ahh...Kacey! Bardzo miło cię widzieć-powiedział do stojącej za nim kobiety.
-Mi trochę mniej-mruknęła, kiedy ten pochylił się i pocałował jej dłoń
-Czym zawdzięczamy sobie tę wizytę?
-Mam sprawę do twojego szefa.
-Nie ma go. Wróci za kilka dni-powiedział, a wtedy dziewczyna wyjęła zza pasa sztylet
-Yhym...A gdzie jest?
-To nie twoja sprawa. Przyjdź kiedy indziej. A teraz, wybacz, muszę zająć się tym smarkaczem.
-Czym sobie zawinił?-spytała patrząc w moją stronę
-Nie słyszałaś co do mnie powiedział?
-I to tylko to?-prychnęła
-Próbował ukraść broń.
-Załatwiając przy tym sześciu naszych-dodał jeden ze strażników, który mnie trzymał
-Uuu...Nieźle, młody-powiedziała dziewczyna uśmiechając się do mnie-Sam, bez broni na sześciu uzbrojonych strażników?
-Wykańczał ich pojedyńczo-wtrącił Igor
-Ty sam nawet na jednego byś sobie nie poradził-mruknęła roześmiana
-Bardzo śmieszne....
-Szef o nim wie?-spytała obracając sztylet w dłoni
-Jeszcze nie.
-A co zamierzacie z nim zrobić?
-To co zwykle-powiedział patrząc na mnie z chytrym uśmieszkiem
-Oddajcie mi go-mruknęła po chwili, a wtedy on spojrzał na nią z szeroko otwartymi oczami-Igor, masz u mnie dług. A teraz jest idealna okazja, żeby go spłacić.
-Po co ci ten gnojek?
-Już ja wiem po co-mruknęła rzucając ostrzem w moją stronę tak, że sztylet wbił się w ścianę tuż nad moją głową
-I to rozumiem. Choć mogłaś trochę niżej.
-To co? Jest mój?
Igor chwilę milczał, jakby się zastanawiając.
-Robię to tylko dla ciebie, Kacey. Chłopaki, zabierzcie go do jej pojazdu.
-Mądry wybór-mruknęła uśmiechając się lekko
To było ostatnie co zobaczyłem zanim nadszedł silny cios w tył głowy.


*Perspektywa Kingi*

Siedziałam na fotelu wpatrując się w leżącego chłopaka. Miał krótkie, lekko potargane włosy w kolorze gorzkiej czekolady, które idealnie do niego pasowały. I choć nie był w moim typie to jego dwa pieprzyki koło nosa w lewej części twarzy sprawiały, że stawał się uroczy. Leżał na łóżku w samych spodniach, bez koszulki, więc mogłam oglądać jego umięśniony tors.
-Wiem, że nie śpisz-mruknęłam po chwili, a wtedy on otworzył oczy. Były piękne - koloru brązowego, lecz tak bardzo ciemne, że prawie czarne.
-Czemu tu jestem?-spytał siadając na skraju łóżka
-Ja tu zadaję pytania-powiedziałam wstając z fotela i kierując się w jego stronę. Chłopak szybko podniósł się z łóżka i odszedł jak najdalej ode mnie.
-No i czego się boisz?-zapytałam z kpiną w głosie, ale odpowiedziała mi cisza-Nie związałam cię, nie zamknęłam w lochu, nie zmusiłam do ciężkich prac...
-I to powoduje, że jeszcze bardziej ci nie ufam-przerwał mi
Uśmiechnęłam się pod nosem. Mądry chłopak.
-Ciekawisz mnie-mruknęłam siadając na łóżku
-To źle czy dobrze?-spytał poważnie
-Zależy co z tym zrobisz-powiedziałam uśmiechając się, ale po chwili spoważniałam-Po co włamałeś się do magazynu broni?
-To chyba oczywiste. Żeby zdobyć broń-mruknął przewracając oczami
-Ale po cholere czternastolatkowi broń?-spytałam marszcząc brwi na co chłopak uśmiechnął się
-Mam 19 lat
Otworzyłam szeroko oczy. Ile?!
-No oczywiście, a ja mam 25-mruknęłam śmiejąc się
Nagle do pokoju wszedł mój brat.
-Mam akta-powiedział tylko a ja momentalnie spoważniałam. Wstałam z łóżka i poszłam w jego kierunku. Odebrałam mu teczkę i zaczęłam ją przeglądać.
-Zawołać straże?-spytał, a ja tylko kiwnęłam głową. Po chwili dwójka mężczyzn znalazła się przy chłopaku. Jeden z nich założył mu kajdanki, po czym pchnął go w kierunku wyjścia.
-Ale go przesłuchujesz-powiedział roześmiany Florek patrząc się na mnie
-Spadaj-mruknęłam zamykając teczkę i nią go uderzając. Boże, czym sobie zawiniłam mając takiego brata?
-Au!-krzyknął łapiąc się za ramię-To bolało
-Bo miało-powiedziałam uśmiechając się sztucznie, a po chwili wyszłam przez drzwi.

Wzięłam głęboki wdech i weszłam do pokoju. Nie było tu zbyt dużo rzeczy. Na środku stał stół i dwa krzesła. Niedaleko nich był mały telewizor. Zwykle oglądaliśmy na nich nagrania z kamer. To bardzo przydaje się przy przesłuchaniach. Usiadłam na krześle, a naprzeciwko mnie siedział brunet z kajdankami na rękach.
-Wybacz, stanardowa procedura dla tych, którzy myślą, że mogą mnie oszukać-mruknęłam i otworzyłam teczkę
-Tyle, że ja mówiłem prawdę-powiedział przewracając oczami
-Jan Dąbrowski?-spytałam podnosząc wzrok znad kartek
-Tak...
-Urodzony w 1996 roku-mruknęłam zdziwiona patrząc na akta
-I ja kłamię, tak?-zapytał z kpiną w głosie
-Skoro jesteś taki szczery...to mi odpowiedz. Po co ci była ta broń?
Przez dłuższy czas milczał wgapiając się w podłogę. Westchnęłam.
-Dobra, następne pytanie. Czemu akurat ten model?-spytałam pokazując mu nagrania z kamer-Widać, że szukasz akurat tej broni. Miałeś jasno określony cel. Wiedziałeś, której szukać. Więc cze...
-A ciebie co to tak strasznie obchodzi!-krzyknął przerywając mi
-Po pierwsze-syknęłam podchodząc do niego-Nie jesteśmy na ty. Po drugie, jesteś na przesłuchaniu. I ja decyduję co się z tobą stanie.
-Ale czemu cię tak strasznie się tym przejmujesz? Po cholere ci te wiadomości?
-Bo akurat te modele są moje. I ja za nie odpowiadam.
-Pracujesz dla Igora?-prychnął
-Nie dla niego, a dla jego szefa-mruknęłam poprawiając opadający kosmyk moich włosów. Chłopak tylko przewrócił oczami co mnie zirytowało. Przecież uratowałam mu dupsko, więc mógłby okazać trochę wdzięczności
-Wiesz, mógłbyś mieć odrobinę więcej szacunku dla mnie-warknęłam, a wtedy on popatrzył na mnie zdziwiony-W końcu gdyby nie ja już byś teraz leżał martwy w jakimś schowku...
Janek tylko prychnął co wywołało u mnie jeszcze większą wściekłość. Cholera, mogłam go zostawić na pastwę Igora. Westchnęłam. Czemu tego nie zrobiłam? Spojrzałam ponownie na teczke.
-Jesteś poszukiwany-mruknęłam przeglądając akta-Ale nie ma napisane za co...o, jest nawet nagroda. I to całkiem niezła. Może im cię oddam?
-Nie zrobisz tego-stwierdził roześmiany
-A niby czemu?
-Bo cie "ciekawie"-powiedział mając na ustach ten swój chytry uśmieszek
Zamknęłam oczy i zacisnęłam mocno zęby.
-Dobra, chciałam po dobroci-wysyczałam-Ale jak widać z tobą tak się nie da. Florek, wprowadź ją.
Mój brat wszedł do pokoju razem z dwójką strażników i dziewczyną.
-Wiktoria....-wyszeptał Janek patrząc na nią, a wtedy ona spojrzała na niego wystraszona-Zostawcie ją! Nic nie zrobiła!
-Spokojnie-mruknęłam podchodząc do niej-Ja pójdę z Wiktorią do pokoju i pooglądamy jak mój brat z tobą rozmawia. Jeśli będziesz grzecznie odpowiadać na pytania nic jej się nie stanie.
-Ale...
-Obyś był teraz bardziej wylewny niż przy rozmowie ze mną. Inaczej twojej kochanej siostrzyczce może coś się stać.

~*~
No i mamy pierwszy rozdział.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Jeśli tak to zapraszam do pozostawienia swojej opinii w komentarzu,
bo to bardzo motywuje!